Post
autor: ewa1951 » 29 sty 2018, 8:24
Zakochałam się w nich kilka lat temu. Zaczęło się od pikantnej zupy dyniowej posypanej prażonym zielonymi pestkami z dyni, w jakiejś włoskiej restauracji. Potem nauczyłam się, oprócz kilku rodzajów zup, robić niskosłodzone dżemy z dyni i jabłek, niskooctowe marynaty z cynamonem i goździkami, dynie pieczone, faszerowane i nie, frytki z dyni, pasztety z dyni, ciasta z dynią, placki, kopytka, soki z dyni i ...długo można jeszcze. Dynia to kopalnia możliwości, niskokaloryczna, samo zdrowie. Jem na surowo, jak marchewkę, dodaję do sałatek, do leczo, gotuję, piekę, mrożę, w kawałkach i puree, piję soki. A serniki dyniowe...poezja.
Dynia jest bardzo żarłoczna. Moje próby uprawy w dołkach wypełnionych dobrą nawiezioną ziemią były nieudane. Może dołki były za małe? Może ziemia za uboga? nie wiem. Przypadek sprawił, ze zaplątało się ziarenko na kompostownik. I to było to! Plon przekraczał wyobrażenie!
Od tamtej pory od kilku lat uprawiam dynie na wyniesionych grzędach, na dół tektura (zbieram pudła z okolicznych sklepów i śmietników), jakieś tam gałązki, chwasty, trawa z koszenia, przesypuję trochę ziemią (zakupiłam wywrotkę i zmagazynowałam na końcu działki, jakąś taką zwyczajną ziemię, nie drogą ogrodniczą). Dynie rosną na tym jak głupie, bez umiaru. Sadzonki hoduję w domu i wysadzam w maju. Plewię raz, jak wyrosną chwasty. Potem liście dyni już nie dopuszczą do chwastów. Podlewam gdy jestem na działce, ale nie pieszczę się z nimi jak z ogórkami, leję wodę z węża.
Problemem są łodygi dyni, niektóre mają po kilka metrów. I nie zawsze uda się je ukierunkować, bo dynia przyrasta bardzo szybko, nie tak jak cukinia czy ogórki. Wystarczy 2 dni nieobecności na działce, by poszła tam gdzie sama chce. Trawę koszę naokoło tych łodyg. Grzędy dyniowe mam na środku działki, więc nie ma problemu ze wspinaniem się dyń. Do wspinania się na podpory kwalifikuję się tylko małe dynie, gdy są to duże odmiany, to się urwą.
No cóż, o dyniach mogę w nieskończoność. Mam kilkanaście odmian. Każda do innych celów. Nie będę już dłużej zanudzać, ale namawiam Cię gorąco do uprawy dyń, chociażby z uwagi na możliwość zrobienia dużej ilości niskosłodzonych dżemów, co przy dzieciach jest nieocenione (np. zamiast naleśników z upiornie słodkim dżemem ze sklepu, pełnym żelfiksu i nie wiadomo czego, dajemy naleśniki albo bułeczkę posmarowaną domowym dżemem dyniowo-jabłkowym, dyniowo-pomarańczowym, dyniowo-pigwowym).
Dla mnie, przy tej uprawie, dynie są bezproblemowe. Oczywiście, jak przy wszystkich dyniowatych, pojawia się pod koniec lata mączniak. Jednak nie walczę z nim. Dynie czy cukinie i tak będą, Nigdy żadnych dyniowatych nie traktuję opryskami chemicznymi. Gorzej jest z ogórkami, bo tu mączniak potrafi je całkowicie wykończyć. Ale zawsze mam sporo ogórków, więc najemy się na bieżąco, zdążę zrobić przetwory i zamrozić plasterki na mizerię w zimie.