"Z polecenia Krysi słucham Pani Katarzyny Bellingham - głównie podkasty w korku
Nie do końca rozumiem to żeby zostawiać np. po zerwaniu fasoli to chociaż te korzonki, bo to tyle dobrego dla gleby robi. Jak dla mnie to trochę taki bałagan i na wiosnę więcej roboty.
Tak samo nie do końca rozumiem jak oni o tym kompoście i ściółkowaniu gadają.
Gdzieś były takie wątki u nas może odświeżę? Chętnie usłyszę Wasze rady, bo coś to plonowanie to słabo".
Nie przepadam za panią Bellingham, ale tu ma rację, ziemi trzeba dostarczyć jak najwięcej materii organicznej. Korzenie roślin nie żyją w próżni, współpracują z bakteriami, grzybami i innymi takimi kurduplami (ryzosfera). A to wszystko potrzebuje. żarcia. Gleba musi być w równowadze, żeby cały system należycie działał. Nawozy sztuczne skuteczne tę równowagę zaburzają. Nasi rodzice, czy dziadkowie przekopywali ziemię z gnojem, zostawiali w ostrej skibie, żeby mróz rozbił grudy. Na korzeniach fasoli znajdują się brodawki zasiedlone przez bakterie wiążące wolny azot z powietrza, dla tego powinno się motylkowe przycinać tuż nad ziemią, żeby korzenie rozłożyły się. Kompost to ogrodowe złoto, poprawia strukturę, wzbogaca glebę o składniki odżywcze, zawiera jakieś 8% azotu, ale ten azot uwalnia się stale.
A ściółkowanie gleby, to nic innego jak odtwarzanie naturalnego obiegu materii. Ściółka zapobiega wysychaniu gleby, ogranicza rozwój chwastów, dostarcza roboty dżdżownicom, Spotkałam się kiedyś z terminem: "kompostowanie powierzchniowe". Od lat jeżdżę po targach z zielskiem i wbijam to ludziom do głów, a oni patrzą na mnie jak na idiotkę i furt lecą do ogrodniczego po torf "BO TRZEBA UŻYŹNIĆ GLEBĘ"
Zdecydowanie powinnaś częściej bywać na Dolnym Śląsku, to może odrobina naszego bałaganiarstwa wejdzie Ci w krew i jakoś łatwiej zniosłabyś nieporządek
Narura nie wie co o bałagan, wszystko jest po coś.
Skopiowałam, może się przyda.