EwaM pisze:Jak to jak? Czubkiem nożyczekmoże być też śrubokręt krzyżak, tylko nie za mocno. Na wszelki wypadek nie sprawdzam jak te dziurki są głębokie.
Prace renowatorskie
-
zuzanna2418
Re: Prace renowatorskie
Dobra, to jeszcze jedno pytanie w sprawie papieru z metra: jak robicie te dziurki żeby pasowały do otworów w stopie?
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28774
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Prace renowatorskie
Sprzedaję innowację renowacyjną - konserwatorzy zapewne wybuchliby oburzeniem, ale na domowe potrzeby starcza. Otóż poszukując spoiwa do wypełnienia dziur wielkich jak pięść w przeżartych belkach szachulcowych przypadkowo i w desperacji odkryłam, że idealnie nadaje się do tego fuga do kafelków :) Wchodzi w drewno znacznie lepiej niż szpachlówka, mozna od razu wypełnić cały ubytek, a nie warstwami, a na dodatek daje się idealnie zamalować impregnatem/bejcą na wybrany kolor O:)
- klarysa
- Zadomowiony
- Posty: 9583
- Rejestracja: 21 mar 2017, 7:23
Re: Prace renowatorskie
Krzesło-fotel (podejrzewam, że Thonet Z Radomskiej Fabryki Mebli Giętych, ale pewności nie mam).
Stan nie najlepszy, ale M zaoferował, że się nim zajmie.
Tak wyglądał w dniu zakupu.


Najgorzej prezentowało się siedzisko. Nie ukrywam, że liczyłam się nawet z całkowitą koniecznością jego wymiana i dorobieniem u stolarza. M potraktował je klejem i ściskami. Cierpliwie cm, po cm. Udało się. Nie jest idealnie, ale dla mnie rewelacyjnie. potem przeszlifował (brzmi fajnie, ale zajęło to 2 popołudnia). Na koniec bejca na bazie nitro w odcieniu palisander i 3 warstwy bezbarwnego wosku z polerowaniem po każdym położeniu.
Efekt końcowy-tak mogłam je sobie tylko wymarzyć.



Stan nie najlepszy, ale M zaoferował, że się nim zajmie.
Tak wyglądał w dniu zakupu.


Najgorzej prezentowało się siedzisko. Nie ukrywam, że liczyłam się nawet z całkowitą koniecznością jego wymiana i dorobieniem u stolarza. M potraktował je klejem i ściskami. Cierpliwie cm, po cm. Udało się. Nie jest idealnie, ale dla mnie rewelacyjnie. potem przeszlifował (brzmi fajnie, ale zajęło to 2 popołudnia). Na koniec bejca na bazie nitro w odcieniu palisander i 3 warstwy bezbarwnego wosku z polerowaniem po każdym położeniu.
Efekt końcowy-tak mogłam je sobie tylko wymarzyć.



Justyna
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
- klarysa
- Zadomowiony
- Posty: 9583
- Rejestracja: 21 mar 2017, 7:23
Re: Prace renowatorskie
Dzisiaj zwracam się o pomoc na prośbę M.
Jakiś czas temu drogą zamiany nabyliśmy zegar. Stareńki. Pochodzenia skandynawskiego. Tak wyglądał.

Na fotce może nie najgorzej, w rzeczywistości jak pomalowany olejną.
Dodatkowo taki biały nie pasował do niczego.
Kolejny plan był taki, by go lekko wybielić.
M nawet zaczął, ale potem jakoś utknęło...a w międzyczasie koncepcja uległa zmianie.
To znaczy bark koncepcji.
Ostatecznie opalił całość.
Na górze próbka pierwotnej koncepcji...

Teraz trochę przypomina trumnę:mrgreen:.
Może jakieś sugestie?
Reszta mebli w telewizornii od czapy:mrgreen:.
To w części wypoczynkowej.

W jadalnej.

i...

M ma pomysł. Wydaje się ok.
Ale czekamy na Wasze sugestie.
Jakiś czas temu drogą zamiany nabyliśmy zegar. Stareńki. Pochodzenia skandynawskiego. Tak wyglądał.

Na fotce może nie najgorzej, w rzeczywistości jak pomalowany olejną.
Dodatkowo taki biały nie pasował do niczego.
Kolejny plan był taki, by go lekko wybielić.
M nawet zaczął, ale potem jakoś utknęło...a w międzyczasie koncepcja uległa zmianie.
To znaczy bark koncepcji.
Ostatecznie opalił całość.
Na górze próbka pierwotnej koncepcji...

Teraz trochę przypomina trumnę:mrgreen:.
Może jakieś sugestie?
Reszta mebli w telewizornii od czapy:mrgreen:.
To w części wypoczynkowej.

W jadalnej.

i...

M ma pomysł. Wydaje się ok.
Ale czekamy na Wasze sugestie.
Ryszan pisze:Justynko ja bym widziała ten zegar w wersji witrynki i szafki w części wypoczynkowej:D
kania pisze:Świetną szafkę będziesz miała Justynko z tego zegara. W wersji nie-białej, moim zdaniem, lepiej.
EwaM pisze:Farba olejna jest wredna i włazi pory, więc przy bejcowaniu na ciemno mogą być niespodzianki, ja bym się skłaniała ku wersji wypoczynkowej.
klarysa pisze:Zegar stareńki, ale na chodzie, M bardzo długo nad tym pracował. Ma (zegar nie M:mrgreen:) bardzo stary i prosty mechanizm. Chwilowo wszystko wybebeszone do opalania i szlifowania.
Ewo, dzięki. To kolejny głos dla tej wersji. Bejcowanie, woskowanie i ewentualnie nieco bielenia(?).
Nie wiem, czy to była farba olejna...Wyglądała identyczne...Tak też się zachowywała pod opalarką, a smród:twisted:... Pod białą były jeszcze 3 inne (m.in. szara.
Wydaje się, że w oryginale był malowany na jasny brąz z efektem ciemnych słoi, ramki grafitowe.
survivor26 pisze:A ja bym zostawiła w wersji zegarowej, z ew. szafką pod spodem (jeśli nie ma wahadła) - i zdecydowanie na ciemny brąz - jeśli pod olejną były jeszcze inne warstwy farby to może nie przeniknęła aż do drewna - tak czy inaczej na stronie zadniej można poczynić próby O:) A jeśli olejna będzie gdzieniegdzie przebijać...no to masz efekt bielenia za darmo O:)
klarysa pisze:Pati, nie ma opcji szafki. M kocha zegary.
Ten ma wszystkie elementy i żyje, więc... chodzi tylko o jego zewnętrzną powłokę.
Skrzynka opalona wydaje się być czysta. Oczywiście jeszcze szlifowanie i kosmetyka, ale nie powinno być większych niespodzianek.
Problemem bardziej kolorystyka, chodzi o to, by nie zatracił swojego uroku i tego klimatu.
survivor26 pisze:No to mi się wydaje, że z ciemnym właśnie klimat i stylowość odzyska... będzie wyglądać jak antyk, nawet jeśli nim nie jest. Z czasem coraz mniej podobają mi się bielone meble i wolę albo opcję naturalną albo kolorową (może być i biała, ale lity biały, a nie przecierka).
klarysa pisze:Pati, chyba dałabym tylko wosk antyczny, właśnie bez tych dodatkowych kolorów.
Przecieranego białego nie...Nie lubię mazajów. Taka fobia, bo mi jakoś wprowadzają bałagan. Wiem, dziwactwa, ale tak mam. Nie znoszę też kafli z mazajami i ułożonych w karo:oops:. I nie jestem PPD. No dziwak...
Na meblach, które w części "wypoczynkowej" było tylko równomierne pokrycie białą pastą woskującą.
Justyna
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28774
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Prace renowatorskie
Apropos farb kredowych, znalazłam dobry przepis na domową: http://projektcacko.pl/farba-kredowa/ i zamierzam po wakacjach spróbować, bo kusi mnie niezmiernie możność nieszlifowania mebli przed malowaniem, a mam ich za dużo, żeby oblecieć farbami gotowymi O:)
-
MaGorzatka
Re: Prace renowatorskie
leszczyna pisze:... taką mam chcicę na renowacje mojego kredensu, powklejam zdjęcia a was poproszę o rady co i jak mam zacząć.
Postawiony jest narazie w kuchni na swoim miejscu docelowym, ale jak juz bedę wiedziała od czego się zabrać wędruje do garażu i tam się zacznie szlifowanie itd.....
Teraz pokażę jak wyglądał przed pomazaniem, szuflady wewnątrz zachowały swój kolor
Dolne drzwi z orginalnym okuciem i kluczykami
survivor26 pisze:Ten kredens jest zamalowany farbą akrylową? Na początek spróbowałabym go przetrzeć szorstką stroną takiej gąbeczki do zmywania naczyń, bo jeśli to akryl i nie wżarł się za darmo, to większość powinna zejść. Jeśli nie zejdzie, no to wtedy pozostaje szlifowanie.
Kwestia wykończenia to już kwestia gustu - masz do wyboru farby stosowane bez wstępnego przygotowywania powierzchni, o jakich pisałyśmy w kilku powyższych postach, możesz pomalować ponwnie akrylem (wtedy też nie musisz drzeć do żywego drewna szlifierką, tylko zmatowić i odpylić) możesz zabejcować/zaolejować/zawoskować, tudzież tylko zaolejować/zawoskować preparatami bezbarwnymi - do tego ostatniego drewno musi być idealnie oczyszczone, przy bejcy/lakierobejcy w ciemniejszym kolorze drobne niedoskonałości czyszczenia nie będą widoczne.
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28774
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Prace renowatorskie
Grzebiąc dalej w temacie renowacji mebli (kończy się okres ogrodowania i przygotowuję się teoretycznie do sezonu remontowego) natrafiłam na bardzo wyczerpujące i rzetelne zestawienie wad, zalet, pułapek i zaskoczeń farb kredowych.
Jednocześnie doszłam do wniosku że zamówię sobie próbnik (kilkanaście pudełeczek po 10 ml) farb kredowych Vittorino i w praktyce sprawdzę, jak się spisują te gotowe.
Jednocześnie doszłam do wniosku że zamówię sobie próbnik (kilkanaście pudełeczek po 10 ml) farb kredowych Vittorino i w praktyce sprawdzę, jak się spisują te gotowe.
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28774
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Prace renowatorskie
Jakiś czas temu pisałam, że zamierzam sprawdzić, jak działa farba do malowania mebli bez usuwania starych powłok. kupiłam farbę firmy V33, z której produktów do renowacji drewna korzystałam i byłam z nich zadowolona. Farba do renowacji szafek kuchennych:

- miała pokrywać na gładko lakierowane drewno, płyty MDF i inne takie – niestety kompletnie się zawiodłam.
Do eksperymentu wybrałam dwa krzesła – jedno stare z Ikei, które wiele lat temu przemalowałam akrylem na brązowo i drugie, stare stąd niemalowane ale niesamowicie brudne. Oba przeszlifowałam bardzo z grubsza i umyłam.
Krzesło malowane wyjściowo wyglądało tak:

Po pierwszym malowaniu zdecydowanie szału nie było:


Producent zaleca jednak dwie warstwy farby, więc miałam nadzieję, ze druga poprawi sprawę. Poprawiła o tyle, że pokryła większość brązu, ale ze smugami i zaciekami:


Farba – mimo że akrylowa – śmierdzi okrutnie, nakłada się ciężko i podobnie jak olejna nie znosi poprawek. Każdą warstwę trzeba nanieść niemal jednym ruchem wałka, bo najmniejsza korekta pozostawia ślady. Do malowania pędzlem nie nadaje się w ogóle, co wyklucza malowanie nią drobnych elementów.
Reasumując, efekt końcowy jest jak niezbyt dokładne malowanie olejną, zatem dla desperatów posiadających stare i zniszczone meble z MDF i niemogących wymienić ich na nowe, jest to jakieś rozwiązanie, bo przemalowany mebel wygląda schludniej, ale w przypadku mebli drewnianych, naprawdę lepiej jest choćby i pół roku czyścić go i dopieszczać, a potem pomalować bejcą, woskiem czy akrylem.
Krzesło z surowego drewna jeszcze maluję, ale już widzę, że efekty będą podobne…
mimo to polecam tę firmę, jeśli chodzi o lakiery i oleje do drewna – bo są rewelacyjne i bardzo przystępne cenowo w porównaniu do innych dostępnych na rynku produktów.

- miała pokrywać na gładko lakierowane drewno, płyty MDF i inne takie – niestety kompletnie się zawiodłam.
Do eksperymentu wybrałam dwa krzesła – jedno stare z Ikei, które wiele lat temu przemalowałam akrylem na brązowo i drugie, stare stąd niemalowane ale niesamowicie brudne. Oba przeszlifowałam bardzo z grubsza i umyłam.
Krzesło malowane wyjściowo wyglądało tak:

Po pierwszym malowaniu zdecydowanie szału nie było:


Producent zaleca jednak dwie warstwy farby, więc miałam nadzieję, ze druga poprawi sprawę. Poprawiła o tyle, że pokryła większość brązu, ale ze smugami i zaciekami:


Farba – mimo że akrylowa – śmierdzi okrutnie, nakłada się ciężko i podobnie jak olejna nie znosi poprawek. Każdą warstwę trzeba nanieść niemal jednym ruchem wałka, bo najmniejsza korekta pozostawia ślady. Do malowania pędzlem nie nadaje się w ogóle, co wyklucza malowanie nią drobnych elementów.
Reasumując, efekt końcowy jest jak niezbyt dokładne malowanie olejną, zatem dla desperatów posiadających stare i zniszczone meble z MDF i niemogących wymienić ich na nowe, jest to jakieś rozwiązanie, bo przemalowany mebel wygląda schludniej, ale w przypadku mebli drewnianych, naprawdę lepiej jest choćby i pół roku czyścić go i dopieszczać, a potem pomalować bejcą, woskiem czy akrylem.
Krzesło z surowego drewna jeszcze maluję, ale już widzę, że efekty będą podobne…
mimo to polecam tę firmę, jeśli chodzi o lakiery i oleje do drewna – bo są rewelacyjne i bardzo przystępne cenowo w porównaniu do innych dostępnych na rynku produktów.
- klarysa
- Zadomowiony
- Posty: 9583
- Rejestracja: 21 mar 2017, 7:23
Re: Prace renowatorskie
Nie wiem, czy można to nazwać renowacją...

Swego czasu G. kupił mi na graciarni niciownik z ...potencjałem.
Ciekawa forma i wiklina. To jego atuty.
Wszystko inne:roll:...
Brudny, zatęchły, plastik i brzydkie nóżki.No ale czego oczekiwać za 10zł.
Wymyłam szarym mydłem, wywaliłam wszystko-znaczy tkaniny i tekturę, co się nie nadawało.
Pomalowałam małym pędzlem dwukrotnie białą farbą do drewna i metalu (taka zwykłą), tak żeby zostało trochę przecierek.
Uszyłam wewnętrzny worek z szarej poszewki z motywem jakby odciśniętej koronki. Wygrzebałam w sh (mam jeszcze jedną na kuchenne woreczki).
Zrobiłam nowy dekielek z grubego kartonu, wyłożyłam cieniutką gąbką i za pomocą zszywacza tapicerskiego obciągnęłam ta samą tkaniną.
Na koniec plastikowy uchwyt zamieniłam na taki z grubego jutowego sznura kupionego na metry.
W niciowniku zamieszkały koronki, a kota potraktowała jak osobisty ...tron.


Swego czasu G. kupił mi na graciarni niciownik z ...potencjałem.
Ciekawa forma i wiklina. To jego atuty.
Wszystko inne:roll:...
Brudny, zatęchły, plastik i brzydkie nóżki.No ale czego oczekiwać za 10zł.
Wymyłam szarym mydłem, wywaliłam wszystko-znaczy tkaniny i tekturę, co się nie nadawało.
Pomalowałam małym pędzlem dwukrotnie białą farbą do drewna i metalu (taka zwykłą), tak żeby zostało trochę przecierek.
Uszyłam wewnętrzny worek z szarej poszewki z motywem jakby odciśniętej koronki. Wygrzebałam w sh (mam jeszcze jedną na kuchenne woreczki).
Zrobiłam nowy dekielek z grubego kartonu, wyłożyłam cieniutką gąbką i za pomocą zszywacza tapicerskiego obciągnęłam ta samą tkaniną.
Na koniec plastikowy uchwyt zamieniłam na taki z grubego jutowego sznura kupionego na metry.
W niciowniku zamieszkały koronki, a kota potraktowała jak osobisty ...tron.

Justyna
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
-
MaGorzatka
Re: Prace renowatorskie
imwsz pisze:Jakiś m-c temu Szacowna Połowica obdarowała się znaleziskiem ze „szrotu” a ja dostałam zapytanie „czy uda mi się to odnowić”
Niestety nie mam zdjęcia z nogami bo zanim się zorietowałam stały już obok
Ale siedzisko było takie „piękne”
UWAGA: zdjęcia będą drastyczne
Połowica rozbierała a ja dokumentowałam co i jak.
Jak już pozostały same bebechy złożyłam zamówienie na potrzebne materiały. Obiciówkę kupiłam na wyprzedaży po 10 zł za metr. Materiam jest bez skaz. Dokupiłam piankę bez wad, piankę II gat. do wypełniania, owatę, nici, igły, zszywki 10 i 14 mm
Wykorzystałam następujące materiały i narzędzia:
1. pianka 5 cm T25 (zosała mi z krzeseł)
2. pianka 2 cm (T18)
3. owata 1 cm złożona na pół
4. filc (zaskórniaki)
5. płótno (stary obrus)
6. materiał obiciowy
7. sznurek
8. igła, nici tapicerskie, nożyczki
9. taker
10. zszywki 6, 10, 14 mm
11. gwoździki
12. młotek
No i zabrałam się za robotę
1. Na oparcie ze sprężynami nałożyłam filco podwujnej grubości następnie przykryłam płócienną częścią obrusa
2. Siedzisko było dziwne, takie z „dziurą”. Tu wykorzystałam piankę II gatunku, twarde. Cięłam w paski, układałam, układałam aż byłam na równo z drewnem i przykryłamwiększym kawałkiem.
3. Siedzisko przykryłam pianką 3 warstwami pianki 2 cm (T18) a oparcie 1 warstwą pianki 5 cm (T25)
Przybiłam takerem, zszywkami.
4. Następnie podwójna owata. Przybiłam takerem, zszywkami.
Ufffff, pierwsza część skończona. Teraz materiał.
1. Pocięłam materiał na odpowiednie cząski, ze sznurka i materiału uszyłam ozdobną lamówkę i zaczęło się mozolne zszywanie i mocowanie
2. Jak już potraktowałam takerem to co mogłam, poupinałam szpilkami ostatnie cząstki i zaczęłam ręcznie obszywać narożniki
3. Wycięłam spód i plecy w jednym kawałku. Na plecy przybiłam gwoździkami cieńką płytę, upięłam szpileczkami materiałowe plecy i ręcznie przyszyłam. Spód umocowałam takerem.
4. Pierwsza próbująca, Mela
A tak się prezentuje moja wypocina z której jestem niesamowicie dumna
Nogi były przeszlifowane przez synexa i położyłam nową, ciemną lakierobejcę
Sorrki, że tyle tego
-
MaGorzatka
Re: Prace renowatorskie
survivor26 pisze: Uwaga, wpis zawiera lokowanie produktu. Produktem tym jest farbaTikurilla Valti Opaque zalecana do malowania drewna narażonego na wiatr, deszcz, burze i grad :)
Farba dostępna jest we wszystkich kolorach tęczy (z mieszalnika) – ja zamówiłam gołębi błękit, ale na monitorze wyglądał inaczej niż w realu, w realu okazał się bardziej gołębim niż błękitem, więc go podrasowałam niebieskim pigmentem.
Malowałam drzwi do przyszłego ganku – kupione oczyszczone do żywego drewna sodą kaustyczną w dość dobrym stanie, zaszpachlowałam tylko co większe szczeliny i dziury po sękach:
[BIMG]http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/922/iljdnH.jpg[/BIMG]
Na zdjęciu drzwi są ustawione tak jak były zamontowane oryginalnie, ale u nas będą do góry nogami – wiem, że dziwacznie, ale to są drzwi wewnętrzne (zewnętrzne były dla nas za drogie) i ze względu na położenie zawiasów, żeby znalazły się wewnątrz ganku drzwi trzeba zamontować do góry nogami. Szybkę w tym małym wycięciu zastąpię drewnianą wstawką, więc nie będzie wizjera w okolicy kaloszy :)
Drzwi zaimpregnowałam impregnatem rozpuszczalnikowym Tikurilla, bardzo dobrze wszedł w drewno i mimo że rozpuszczalnikowy nie wszedł w żadną reakcję z farbą wodorozpuszczalną.
Po jednokrotnym malowaniu drzwi wyglądają na tyle dobrze, że drugie malowanie nie będzie konieczne:
[BIMG]http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/923/4AxjLo.jpg[/BIMG]
Zawiasy zostają i pomaluję je na biało, natomiast zamek będzie wymieniony i wtedy zrobię ew. wykończeniówkę, jeśliby okazało się, że nie zakrywa w całości miejsca po starym zamku.
Co do trwałości, producent zarzeka się, że farbie żadna pogoda nie straszna, a jak będzie naprawdę, no to czas pokaże.
Z farby jestem zadowolona, gęsta ale bez trudu się nią maluje, malowałam pędzlem i praktycznie nie ma śladów włosia na powierzchni. Z litrowej puszki starczyło mi jeszcze na spontaniczne przemalowanie drzwi do nieużywanego pokoju (i poćwiczenie efektu ombre)
[BIMG]http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/921/MMvdLV.jpg[/BIMG]
(zdjęcie mokrej farby, po wyschnięciu nie błyszczy się)
i spokojnie na jeszcze jedne drzwi starczy, ale chwilowo nie dysponuję żadnymi do przemalowania
O:)
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28774
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Prace renowatorskie
Chyba się trochę do tej farby kuchennej przekonałam jednak: jak żadna nadaje się do przemalowywania trudnych mebli narażonych na intensywne użytkowanie. Ponieważ zostało mi pół puszki po malowaniu krzeseł na biało, poszłam za ciosem i drugie takie samo krzesło oraz postkomunistycznego obrzydka:

przerobiłam na wariant dziewczęcy - kolory oczobitne zgodnie z gustami moich bab

A i niniejszym dementuję info producenta, że farby nie można barwić ani rozcieńczać - można, tylko przy rozcieńczaniu potrzebne jest dodatkowa warstwa malowania,b o farba rzadsza O:)

przerobiłam na wariant dziewczęcy - kolory oczobitne zgodnie z gustami moich bab

A i niniejszym dementuję info producenta, że farby nie można barwić ani rozcieńczać - można, tylko przy rozcieńczaniu potrzebne jest dodatkowa warstwa malowania,b o farba rzadsza O:)
- klarysa
- Zadomowiony
- Posty: 9583
- Rejestracja: 21 mar 2017, 7:23
Re: Prace renowatorskie
Dzisiaj rzecz o pewnym zydelku i farbach kredowych.
Od dawna na różnych blogach o renowacji mebli i drugim życiu różnych przedmiotów, czytałam (na ogół w samych superlatywach), o zastosowaniu farb kredowych. Wielokrotnie się do nich przymierzałam, ale cena i konieczność zakupu w internetach-skutecznie mnie odstraszała.
Za sprawą Pati, trafiłam do sklepu z konkurencyjnymi cenami, a że dysponuję chwilowo czasem, postanowiłam zaryzykować.
Zakupiłam zestaw 24 próbników (10ml-maleństwa jak szkolne farby plakatowe), 1l białej Vintage i 250ml wosku postarzającego. Wosk bielący i bezbarwny miałam.

Tak przygotowana, wytarłam wilgotną ściereczką z płynem stary, sosnowy zydelek.
Nawet nie wiem, jakim cudem znalazł się w naszym domu. Ale jest od zawsze, czyli ponad 20 lat.
Długi czas był w domku ogrodnika, potem w spiżarni ze starymi taboretami.
Teraz awansował do roli podnóżka, na którym spoczywa pocięta i zabałwankowana noga.
I to właśnie skłoniło mnie do zmian. W takim kolorze i formie nie pasował mi do odświeżonej kuchni. I najnormalniej drażnił.


Przeszlifowałam symbolicznie papierem ściernym o frakcji 180 wszystkie elementy.
Wytarłam z pyłu i zabrałam się za malowanie.
Pierwsza warstwa i pierwszy błąd.
Farba jest bardzo gęsta i szybko schnie. Wszelkie poprawki niemożliwe.
Blat pomalowałam w modnym ombre, wykorzystując biel i szarości. Tak poszalałam kolorystycznie.
Pozostałe elementy biel vintage.


Kolejna warstwa malowana rozcieńczoną wodą farbą zdecydowanie lepiej wyszła i kryła. Nie zostawały też widoczne ślady pędzla.



Potem przyszedł czas na wosk. Coś mnie tknęło, żeby nie brać postarzającego a wybielający. I to była dobra decyzja. Okazało się, że postarzający w połączeniu z bielą i szarością daje żółtawy odcień, którego nie chciałam.
Nakładałam wybielający wosk dosyć grubo na całą powierzchnię, odczekałam aż się utwardzi i polerowałam bawełnianą szmatką z koszulki Młodego. Całą operację powtarzałam trzykrotnie. Dzięki temu słoje pozostały lekko widoczne. Powierzchnia nabrała lekkiego , dyskretnego połysku i stała się gładka i przyjemna w dotyku. Gdzieś czytałam, że powierzchnia klejąca i gumowata. Nic z tych rzeczy.
Najbardziej zadowolona jestem z siedziska.
Fotki skończonej pracy jutro, bo zastał mnie mrok. A wieczorne zdjęcia nijak się mają do tego, jak naprawdę wygląda stołek.
G. widząc go zasugerował, że może by tak tą farba kuchenne drzwi, znaczy pochwalił...
Moje spostrzeżenia po debiucie z farbami kredowymi (może te z innych firm zachowują się inaczej, no i ja nie mam doświadczenia).
Ważne:
-właściwa konsystencja farby i odpowiedni pędzel,
-taka ilość warstw farby, aż będziemy zadowoleni z efektu (później już trudno coś zmienić),
-całkowite wyschnięcie farby przed woskowaniem (jeśli nie doschnie, będzie się ścierała),
-dokładne woskowanie, aby powierzchnia stała się gładka i jednolita.
Zalety kredówek:
-wydajne,
-możliwość mieszania kolorów i uzyskania różnych efektów,
-możliwość decydowania o fakturze powierzchni przez dobór gęstości farby,
-oszczędność czasu (nie trzeba mebla szlifować),
-szybki efekt końcowy.
Wady:
-cena,
-konieczność kilkakrotnego pokrywania powierzchni (wg mnie nie ma szansy na 1 warstwę i finał),
-błyskawiczne zasychanie farby uniemożliwia poprawki,
-raz nałożona, zbyt gruba albo niestaranna warstwa, będzie się mściła. Uważam, że nie da się tego zakamuflować kolejnymi warstwami lub woskiem.
-szlifowanie wywoskowanej powierzchni w celu zgubienia nierówności malowanej powierzchni nie jest łatwe i można zepsuć całość. No chyba, że ktoś chce uzyskać efekt postarzania.
Od dawna na różnych blogach o renowacji mebli i drugim życiu różnych przedmiotów, czytałam (na ogół w samych superlatywach), o zastosowaniu farb kredowych. Wielokrotnie się do nich przymierzałam, ale cena i konieczność zakupu w internetach-skutecznie mnie odstraszała.
Za sprawą Pati, trafiłam do sklepu z konkurencyjnymi cenami, a że dysponuję chwilowo czasem, postanowiłam zaryzykować.
Zakupiłam zestaw 24 próbników (10ml-maleństwa jak szkolne farby plakatowe), 1l białej Vintage i 250ml wosku postarzającego. Wosk bielący i bezbarwny miałam.

Tak przygotowana, wytarłam wilgotną ściereczką z płynem stary, sosnowy zydelek.
Nawet nie wiem, jakim cudem znalazł się w naszym domu. Ale jest od zawsze, czyli ponad 20 lat.
Długi czas był w domku ogrodnika, potem w spiżarni ze starymi taboretami.
Teraz awansował do roli podnóżka, na którym spoczywa pocięta i zabałwankowana noga.
I to właśnie skłoniło mnie do zmian. W takim kolorze i formie nie pasował mi do odświeżonej kuchni. I najnormalniej drażnił.


Przeszlifowałam symbolicznie papierem ściernym o frakcji 180 wszystkie elementy.
Wytarłam z pyłu i zabrałam się za malowanie.
Pierwsza warstwa i pierwszy błąd.
Farba jest bardzo gęsta i szybko schnie. Wszelkie poprawki niemożliwe.
Blat pomalowałam w modnym ombre, wykorzystując biel i szarości. Tak poszalałam kolorystycznie.
Pozostałe elementy biel vintage.


Kolejna warstwa malowana rozcieńczoną wodą farbą zdecydowanie lepiej wyszła i kryła. Nie zostawały też widoczne ślady pędzla.



Potem przyszedł czas na wosk. Coś mnie tknęło, żeby nie brać postarzającego a wybielający. I to była dobra decyzja. Okazało się, że postarzający w połączeniu z bielą i szarością daje żółtawy odcień, którego nie chciałam.
Nakładałam wybielający wosk dosyć grubo na całą powierzchnię, odczekałam aż się utwardzi i polerowałam bawełnianą szmatką z koszulki Młodego. Całą operację powtarzałam trzykrotnie. Dzięki temu słoje pozostały lekko widoczne. Powierzchnia nabrała lekkiego , dyskretnego połysku i stała się gładka i przyjemna w dotyku. Gdzieś czytałam, że powierzchnia klejąca i gumowata. Nic z tych rzeczy.
Najbardziej zadowolona jestem z siedziska.
Fotki skończonej pracy jutro, bo zastał mnie mrok. A wieczorne zdjęcia nijak się mają do tego, jak naprawdę wygląda stołek.
G. widząc go zasugerował, że może by tak tą farba kuchenne drzwi, znaczy pochwalił...
Moje spostrzeżenia po debiucie z farbami kredowymi (może te z innych firm zachowują się inaczej, no i ja nie mam doświadczenia).
Ważne:
-właściwa konsystencja farby i odpowiedni pędzel,
-taka ilość warstw farby, aż będziemy zadowoleni z efektu (później już trudno coś zmienić),
-całkowite wyschnięcie farby przed woskowaniem (jeśli nie doschnie, będzie się ścierała),
-dokładne woskowanie, aby powierzchnia stała się gładka i jednolita.
Zalety kredówek:
-wydajne,
-możliwość mieszania kolorów i uzyskania różnych efektów,
-możliwość decydowania o fakturze powierzchni przez dobór gęstości farby,
-oszczędność czasu (nie trzeba mebla szlifować),
-szybki efekt końcowy.
Wady:
-cena,
-konieczność kilkakrotnego pokrywania powierzchni (wg mnie nie ma szansy na 1 warstwę i finał),
-błyskawiczne zasychanie farby uniemożliwia poprawki,
-raz nałożona, zbyt gruba albo niestaranna warstwa, będzie się mściła. Uważam, że nie da się tego zakamuflować kolejnymi warstwami lub woskiem.
-szlifowanie wywoskowanej powierzchni w celu zgubienia nierówności malowanej powierzchni nie jest łatwe i można zepsuć całość. No chyba, że ktoś chce uzyskać efekt postarzania.
survivor26 pisze:oooo...to ja mam podobne wnioski ze stosowania domowej kredówki. Generalnie efekt w dużej mierze zależy od wprawy malarza i pierwsze próby mogą być frustrujące...u mnie, bo u Ciebie widzę, że poszło świetnie!
imwsz pisze:Justyś jeśli jesteś zadowolona z efektów to bardzo się cieszę i gratuluję podjęcia wyzwania i przejście przez niego
Niestety kredówki z założenia są gęste chyba, że kupujemy oryginalny ciemny kolor to są rzadsze ze względu na dodawane barwniki.
Niech tylko Cię nie zniechęcają jakiekolwiek potknięcia, własne błędy, zamierzone lub nie, zawsze podchodź pozytywnie nawet z brakiem wiedzy. Po prostu ma się udać
Co do wad - "... -raz nałożona, zbyt gruba albo niestaranna warstwa, będzie się mściła. Uważam, że nie da się tego zakamuflować kolejnymi warstwami lub woskiem. ..." - DA SIĘ - po prostu bierzesz papier ścierny i jazda po nierównościach i to wszystko (przy założeniu, że dana warstwa jest np. z gęstej farby; jeśli część jest z gęstej a część z rzadszej to musisz już manewrować różnymi grubościami papieru)
Jeszcze jedno. Jak już wywoskujesz to za kilka m-cy wywoskuj jeszcze raz. Wosk na zydelku się wzmocni
klarysa pisze:Ilono, właśnie o tym ścieraniu pisałam. Wydaje mi się, że musiałabym do gołego i od nowa. Inaczej widać różnice. Oczywiście nie mam zamiaru się zniechęcać, wręcz przeciwnie...Podoba mi się i mam zamiar poćwiczyć.
survivor26 pisze:Ja różnie, ale też różną gęstośc farby miałam, bo właśnie ciężko mi było się zdecydować, czy lepiej gęsta i grubą warstwą, czy rzadsza i wiele warstw. Malowałam pędzlem z włosiem naturalnym, z włosiem nylonowym i wałkiem z takiej grubej tkaniny jakby - najlepiej wyszło mi, o dziwo, pędzlem nylonowym - najmniej śladów zostawiał i jakby najpłynniej dał się nanosić. Przy drzwiach farbę rozcieńczałam w trakcie malowania - nakładałam normalną, po czym maczałam pędzel w wodzie i takim rozciągałam farbę po powierzchni - i chyba tak było dla mnie najwygodniej. Dziś pokażę w takim razie moje efekty, choć i szafka i drzwi są w pół drogi do sukcesu/porażki O:)klarysa pisze:Myślę jeszcze nad tym pędzlem. Miałam taki zwykły, wąski.
Zalecają z włosia naturalnego i średniej szerokości. Niektórzy piszą o wałku?
Czym malowałaś?
imwsz pisze:Justyś dlatego pisałam o różnych gradacjach papieru. Idealnie równo, te dwie różne grubości farby, nigdy nie będzie.
Ostatnio jak wypróbowywałam nowe kredówki to aby zrobić przecierkę to zaczynałam gradacją 40ci a zakończyłam 220 dla częściowego wyrównania powierzchni. Ale jechałam gęstą farbą. Niestety nie odpowiada mi to. Wolę rozcieńczyć i malować ku przyjemności a nie później psioczyć.
Tylko na początku używałam przy kredówkach pędzli z włosia. Obecnie bazuję na syntetykach i one mnie najbardziej satysfakcjonują. Również tutaj zauważyłam różnice pomiędzy pędzlami trochę droższymi a tymi chińskimi. Chińskim to mogę sobie pomalować małą powierzchnię i później papierem wyrównać, są bardziej "tępe".
Ważne też jest długość włosia przy pędzlu. Dłuższe używam tylko do większych rzeczy, powierzchni, krótsze np. do szkatułek i mniejszych elementów przy większych rzeczach np. "sztachetki" od krzeseł malowałam mniejszym pędzlem.
I jeszcze jedno czego przestrzegam, tak sama z sie bez względu na rodzaj farby wodorozcieńczalnej - po każdym malowaniu, nawet najmniejszym, porządnie myję pędzle. Nie zostawiam ich na dłużej np. w kubku z wodą, niż trwa malowanie jednej warstwy.
survivor26 pisze:Ilonko, a jaką ma gęstośc Twoja farba? Moje robione na początku są prawie jak masło, rozrabiam wodą do gęstości śmietany, ale nadal nie bardzo mi się taką maluje - idealna do nanoszenia jest dla mnie taka o gęstości zwykłej akrylowej lub nawet rzadsza, ale wtedy z kryciem gorzej.
imwsz pisze:Ano właśnie. Akrylowe farby mają, tyle się dowiedziałam, inną strukturę chemiczną i nawet jeśli będzie w miarę rzadka to pokryje powierzchnię. Inaczej jest z wodnymi. Im więcej dodajemy wody tym bardziej rozmywa się pigment.
Jak mi wytłumaczyła Pani w Fluggerze (i to dotyczy nie tylko ich farb) - im ciemniejsza farba tym więcej pigmentów aby uzyskać bazę końcową i może to powodować większe rozcieńczanie np. przy czarnej.
W wodnych im więcej damy wody to nie tylko ją rozcieńczymy ale również możemy zmienić kolor bazy, będzie bardziej jałowy co skutkuje większą ilością malowania.
Ja najlepiej lubię gdy farba ma strukturę śmietany 18tki. Nie jest ani gęsta ani rzadka. Da się spokojnie rozprowadzić i kryje. Nigdy nie maluję jednej warstwy, co najmniej dwie. Chyba, ze ma być przecierka to ta kontrastowa ostatnia warstwa jest jedna i wtedy mniej do zeszlifowania tej warstwy.
Nie lubię bardzo gęstych farb typu masło czy bardzo gęsta śmietana, bo zapewne zauważyłyście, że schnie jakoś niby błyskawicznie, brzydko wychodzą na niej poprawki, a my chcemy jeż teraz natychmiast poprawić, a to nasz największy błąd, i w dodatku zaczyna się kulkować jak zmechacony sweter. Nic tylko wtedy po wyschnięciu przeszlifować papierem.
Ostatnio gdy przygotowywałam sobie 2 skrzyneczki po truskawkach (uwalone sokiem) a nie miałam już podkładu to pomalowałam najpierw ciemnym popielem, który powstał ze zlewania pozostałości różnych farb. W takim pojemniku lądują gęste i rzadkie farby o różnej kolorystyce i akrylowe (nie te z puszek z marketu tylko np. w tubkach dla art. malarzy) i kredówki . Ale dla mnie to nie ważne bo i tak na to przyszedł właściwy kolor.
Także nie pozbywajcie się resztek bo z takiego mieszania może powstać nawet ciekawy kolor o którym by się nie pomyślało
klarysa pisze:Ilonko, bardzo dziękuję za tyle cennych uwag.
Znaczy intuicja mnie nie zawiodła. Rozcieńczone zdecydowanie bardziej mi odpowiadają mimo, że wiąże się to z większą ilością warstw. schnie szybko, więc nie ma problemu. Nie lubię szlifować, no i bardzo pyli. Dzisiaj mam w planie podretuszować kuchenne krzesła.
Pati, malowałam małą powierzchnię, wystarczyła mi farba rozcieńczona w pokrywce od słoika (ekonomia). Pędzlem nakładałam porcję farby, potem tym samym pędzlem dodawałam wody, mieszałam i tak kontrolowałam konsystencję. Miała gęstość śmietany 12%, natomiast oryginał to taki grecki biedronkowy jogurt.
Na stołeczek i stojak na ręcznik kuchenny zużyłam próbkę białej vintage 10ml, ok 5ml szarego świtu i ciut grafitowego ołówka.
Łącznie niewiele.
Bardzo wydajna.
Zgodnie z obietnica wczorajszy zydelek.
W całości.
Mam nadzieję, że tu trochę widać delikatny połysk na powierzchni.
I próba wyrównywania nierównego nakładania farby zakończona przetarciami...
Czasami warto trochę przygotować powierzchnię do malowania.
Blat zdecydowanie z lepszego i gładszego kawałka drewna niż nóżki i to się niestety przekłada na efekt końcowy...
I to co lubimy najbardziej.
Zestawienie "przed" i "po".
Mimo wielu niedoróbek, przeważają jednak "plusy dodatnie".
Justyna
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28774
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Prace renowatorskie
No to opisuję to, co zdziałałam do tej pory O:)
Domowa farba kredowa – eksperyment :)
Robiłam z tego przepisu, więc zdjęcia z procesu produkcyjnego pominę, zwłaszcza, że produkowałam w mocno nieposprzątanej kuchni…
Moje uwagi do opisu z ww. strony:
- klej do moczenia należy zalać ciut większą ilością wody albo potem wody do gotowej farby dodać.
- użyłam połowy proporcji podanych na stronie i kredy jest za dużo: moje proporcje to 25 gr kleju kostnego + ¾ kubka kredy + parę łyżeczek bieli tytanowej na bazę. Z tego wyszła mieszanina o konsystencji bardzo gęstej śmietany, więc dodałam parę chlustów wody kranowej (w sumie myślę, że trochę mniej niż pół kubka – trzeba dodawać po malutku i na bieżąco określać, czy gęstość jest wystarczająca)
Potem dodałam 1,5 łyżeczki barwnika błękitnego (tego – w rzeczywistości jest o ton jaśniejszy, z tych proporcji wyszła farba w kolorze jasno błękitnym.
Do eksperymentu użyłam szafki łazienkowej, która u mnie będzie chyba apteczką. Drewniana, malowana olejną, a potem malowana jakimś akrylem – wszystko brudne, warstwy obłażące itp. Ja ją tylko porządnie umyłam (w sensie umycia powierzchni, plam nie doszorowywałam). Po niewczasie zreflektowałam się, że powinnam była jednak lekko zeszlifować napuchnięte gdzieniegdzie drewno.


Malowałam raz pędzlem z włóknem nylonowym – widać ślady pędzla ale nie bardzo intensywnie. Farbę mieszałam z pigmentem dość długo ale i tak nie dość dokładnie, więc miejscami wyszła mi naturalna przecierka, która jednak po wyschnięciu farby zjaśniała.
Z ww. ilości starczyło mi na jednokrotne pomalowanie całej szafki oprócz wyjmowanych półek i wnętrza małej szafeczki (ale te celowo zostawiłam, żeby były w innym kolorze). Zostało mi jeszcze na przemalowanie dwóch puszek po kociej farbie.
Po pierwszym malowaniu i wyschnięciu wyglądało tak:

Szafka jest ciężka, nie miałam sił ganiać z nią między piętrami stąd ciemne zdjęcia, w rzeczywistości niebieski wyszedł ciut intensywniejszy, ale mniej więcej o 2 tony jaśniejszy od koloru farby po zmieszaniu, więc w przypadku intensywnych kolorów trzeba je zmieszać naprawdę oczobitne, żeby intensywność na produkcie końcowym zachowały.
Szafka postała sobie kilka dni, bo następną porcję farby chciałam zrobić dużą, żeby od razu na drzwi do sypialni starczyło. Nową porcją w nieco innym odcieniu pomalowałam półki i wnętrze
Po tym szafka wygląda tak:

Teraz czeka ją woskowanie i troszkę przecierki, bo jak się nie umie dokładnie malować, to potem trzeba się ratować postarzaniem :)
Drugi eksperyment z farbami kredowymi wykonałam na materiale wielopowierzchniowym, mianowicie drzwiach do pokoju. Nie mam zdjęcia przed oprócz takiego fragmentu (próbka farby kredowej mi była potrzebna), ale drzwi były właśnie w tym fekalnym kolorze zapaskudzone olejną, częściowo przeze mnie zdzieraną:

Zresztą kolor oryginalny widać na futrynie nietkniętej jeszcze moją ręką.
Pierwotnie chciałam je pomalować na leśną zieleń, ale mimo dodania tony pigmentów uparcie wychodziła zieleń wpadająca w turkus, zatem uznałam, że nie ma co walczyć z karmą ciągnącą mnie nieuchronnie w kierunku niebieskości i pomalowałam drzwi tym co wyszło (jest ciut bardziej zielone niż na zdjęciu):

po pierwszym malowaniu wyszły pewne niedoskonałości:

ale uznałam, że skoro nie umiem idealnie, to z niedoskonałości zrobię atut i kolejną warstwę na wypukłych płycinach naniosłam ton jaśniejszą, dodatkowo robiąc smugi metodą suchego pędzla w tymże kolorze oraz kolorze użytym do półek szafki.

W tym momencie zobaczyłam jasno, że podświadomość wyrzuca mi na drzwi kolory przecudnej szafy i skrzyni Paputkowej, więc myślę, że pójdę za ciosem, przetrę te drzwi jeszcze punktowo odsłaniając odrobinę brązu, a całość zawoskuję trochę ciemnym woskiem a trochę pozłacanym i wyjdzie na bogato :)
Przy czym to wszystko dotyczy tylko zewnętrznej strony drzwi, od pokoju będzie bardziej stonowana niebieskość, próg i odrzwia natomiast opalę i już po staroświecku zabejcuję na ciemny brąz.
Wnioski:
- Farbę robi się szybko i prosto, wbrew obawom nie miałam problemów z rozpuszczeniem kleju, domieszywaniem kolejnych składników.
- Odnośnie do nakładania wnioski mam podobne jak Justyna, teraz już po przeczytaniu jej postu poszłam na całość i turkus na szafkowe półki rozcieńczyłam naprawdę fest – różnica w łatwości nakładania ogromna, natomiast w kryciu nie aż tak dużo gorzej, zatem następne farby będę mieszać raczej do konsystencji rzadkiej śmietany.
- koszt jest nieporównywalny z gotowymi farbami kredowymi, farby starczyło na pomalowanie szafki (ok. 100 cm wysokości) oraz drzwi (2 x 1 m) – koszt, łącznie z woskiem to:
klej – 6 zł
kreda – 4 zł (sporo zostało)
biel tytanowa: 2 zł
pigmenty: łącznie na wszystkie eksperymenty kolorystyczne kilkanaście złotych
Nie próbowałam jeszcze gotowych farb kredowych, więc nie mam porównania co do jakości i trwałości wykończenia, z pewnością jednak przy konieczności przemalowania wielu metrów kwadratowych powierzchni różnych i przy braku czasu, żeby wszystkie je zedrzeć do gołego drewna, farba domowej roboty jest oczywistym rozwiązaniem (przynajmniej do czasu znalezienia sponsora :))
Domowa farba kredowa – eksperyment :)
Robiłam z tego przepisu, więc zdjęcia z procesu produkcyjnego pominę, zwłaszcza, że produkowałam w mocno nieposprzątanej kuchni…
Moje uwagi do opisu z ww. strony:
- klej do moczenia należy zalać ciut większą ilością wody albo potem wody do gotowej farby dodać.
- użyłam połowy proporcji podanych na stronie i kredy jest za dużo: moje proporcje to 25 gr kleju kostnego + ¾ kubka kredy + parę łyżeczek bieli tytanowej na bazę. Z tego wyszła mieszanina o konsystencji bardzo gęstej śmietany, więc dodałam parę chlustów wody kranowej (w sumie myślę, że trochę mniej niż pół kubka – trzeba dodawać po malutku i na bieżąco określać, czy gęstość jest wystarczająca)
Potem dodałam 1,5 łyżeczki barwnika błękitnego (tego – w rzeczywistości jest o ton jaśniejszy, z tych proporcji wyszła farba w kolorze jasno błękitnym.
Do eksperymentu użyłam szafki łazienkowej, która u mnie będzie chyba apteczką. Drewniana, malowana olejną, a potem malowana jakimś akrylem – wszystko brudne, warstwy obłażące itp. Ja ją tylko porządnie umyłam (w sensie umycia powierzchni, plam nie doszorowywałam). Po niewczasie zreflektowałam się, że powinnam była jednak lekko zeszlifować napuchnięte gdzieniegdzie drewno.


Malowałam raz pędzlem z włóknem nylonowym – widać ślady pędzla ale nie bardzo intensywnie. Farbę mieszałam z pigmentem dość długo ale i tak nie dość dokładnie, więc miejscami wyszła mi naturalna przecierka, która jednak po wyschnięciu farby zjaśniała.
Z ww. ilości starczyło mi na jednokrotne pomalowanie całej szafki oprócz wyjmowanych półek i wnętrza małej szafeczki (ale te celowo zostawiłam, żeby były w innym kolorze). Zostało mi jeszcze na przemalowanie dwóch puszek po kociej farbie.
Po pierwszym malowaniu i wyschnięciu wyglądało tak:

Szafka jest ciężka, nie miałam sił ganiać z nią między piętrami stąd ciemne zdjęcia, w rzeczywistości niebieski wyszedł ciut intensywniejszy, ale mniej więcej o 2 tony jaśniejszy od koloru farby po zmieszaniu, więc w przypadku intensywnych kolorów trzeba je zmieszać naprawdę oczobitne, żeby intensywność na produkcie końcowym zachowały.
Szafka postała sobie kilka dni, bo następną porcję farby chciałam zrobić dużą, żeby od razu na drzwi do sypialni starczyło. Nową porcją w nieco innym odcieniu pomalowałam półki i wnętrze
Po tym szafka wygląda tak:

Teraz czeka ją woskowanie i troszkę przecierki, bo jak się nie umie dokładnie malować, to potem trzeba się ratować postarzaniem :)
Drugi eksperyment z farbami kredowymi wykonałam na materiale wielopowierzchniowym, mianowicie drzwiach do pokoju. Nie mam zdjęcia przed oprócz takiego fragmentu (próbka farby kredowej mi była potrzebna), ale drzwi były właśnie w tym fekalnym kolorze zapaskudzone olejną, częściowo przeze mnie zdzieraną:

Zresztą kolor oryginalny widać na futrynie nietkniętej jeszcze moją ręką.
Pierwotnie chciałam je pomalować na leśną zieleń, ale mimo dodania tony pigmentów uparcie wychodziła zieleń wpadająca w turkus, zatem uznałam, że nie ma co walczyć z karmą ciągnącą mnie nieuchronnie w kierunku niebieskości i pomalowałam drzwi tym co wyszło (jest ciut bardziej zielone niż na zdjęciu):

po pierwszym malowaniu wyszły pewne niedoskonałości:

ale uznałam, że skoro nie umiem idealnie, to z niedoskonałości zrobię atut i kolejną warstwę na wypukłych płycinach naniosłam ton jaśniejszą, dodatkowo robiąc smugi metodą suchego pędzla w tymże kolorze oraz kolorze użytym do półek szafki.

W tym momencie zobaczyłam jasno, że podświadomość wyrzuca mi na drzwi kolory przecudnej szafy i skrzyni Paputkowej, więc myślę, że pójdę za ciosem, przetrę te drzwi jeszcze punktowo odsłaniając odrobinę brązu, a całość zawoskuję trochę ciemnym woskiem a trochę pozłacanym i wyjdzie na bogato :)
Przy czym to wszystko dotyczy tylko zewnętrznej strony drzwi, od pokoju będzie bardziej stonowana niebieskość, próg i odrzwia natomiast opalę i już po staroświecku zabejcuję na ciemny brąz.
Wnioski:
- Farbę robi się szybko i prosto, wbrew obawom nie miałam problemów z rozpuszczeniem kleju, domieszywaniem kolejnych składników.
- Odnośnie do nakładania wnioski mam podobne jak Justyna, teraz już po przeczytaniu jej postu poszłam na całość i turkus na szafkowe półki rozcieńczyłam naprawdę fest – różnica w łatwości nakładania ogromna, natomiast w kryciu nie aż tak dużo gorzej, zatem następne farby będę mieszać raczej do konsystencji rzadkiej śmietany.
- koszt jest nieporównywalny z gotowymi farbami kredowymi, farby starczyło na pomalowanie szafki (ok. 100 cm wysokości) oraz drzwi (2 x 1 m) – koszt, łącznie z woskiem to:
klej – 6 zł
kreda – 4 zł (sporo zostało)
biel tytanowa: 2 zł
pigmenty: łącznie na wszystkie eksperymenty kolorystyczne kilkanaście złotych
Nie próbowałam jeszcze gotowych farb kredowych, więc nie mam porównania co do jakości i trwałości wykończenia, z pewnością jednak przy konieczności przemalowania wielu metrów kwadratowych powierzchni różnych i przy braku czasu, żeby wszystkie je zedrzeć do gołego drewna, farba domowej roboty jest oczywistym rozwiązaniem (przynajmniej do czasu znalezienia sponsora :))
- klarysa
- Zadomowiony
- Posty: 9583
- Rejestracja: 21 mar 2017, 7:23
Re: Prace renowatorskie
Może pokusiłabyś się, oczywiście kiedyś, o próbę zestawienia kosztów 1l farby domowej roboty.
Ciekawa jestem różnicy ...
Ciekawa jestem różnicy ...
survivor26 pisze:Justynko, z powyższych proporcji wyszło w sumie jakieś 0,75 litra farby gęstej, rzadszej nawet litr by wyszedł - najdroższym składnikiem są pigmenty, zwłaszcza, jeśli mieszasz wiele kolorów. Czyli maks. koszt litra farby wyniósł by poniżej 30 zł. Z powyższych turkuso-błękito-zieleni zostało mi jeszcze tyle, że drugą szafkę bym machnęła, a drugie tyle białej bazy - wszystko trzymam w lodówce i mam nadzieję, ze trochę postoi.
Justyna
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą
"Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł"
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.2 - aktualna
Rozczochrany...W domu i w zagrodzie cz.1
Za miedzą









































