Koty
- Margolcia_K
- Zadomowiony
- Posty: 2613
- Rejestracja: 21 mar 2017, 8:08
- Lokalizacja: Puszcza Notecka nad Wartą
Re: Koty
No, to chyba mam kota. Choć specjalnie za kotami nie przepadam! A właściwie sie ich boję.
Co prawda to nie jest kot :kotek: , bo to dzikus!
Ale od początku!
Otóż w roku 2015 "ulęgły" się nam na działce, w zasiekach na mamuty dzikie kotki. Dopóki były ślepe matka trzymała je w tej ogromnej kupie chrustu, ale kiedy zaczęły widzieć i łazić, przeniosła je do naszej szopy na drewno opałowe. To były typowe dzikusy i prychały i uciekały jak tylko nas zobaczyły.
Potem matka je wyprowadziła do Pałacu i tam już zostały. Ale co jakiś czas jeden z tych kotów przychodził na naszą działkę, wygrzewał sie na słońcu, pił wodę. Ale uciekał, jak tylko pojawiliśmy się w zasięgu wzroku.
Ale od roku mamy Brutusa i myślałam, że przestanie przychodzić.
Ale nie, bywał nadal. Mąż zauważył, że sypia w szopie (jak zimno było) na kawałku wełny mineralnej (zrobił sobie wgłębienie i normalne legowisko) , ale nikomu to nie przeszkadza więc niech sobie sypia. Psa sie nie bał specjalnie, a mój pies nie należy do odważnych, a zwłaszcza zaczepnych, więc kota tylko z daleka obserwował.
A potem okazało się, że Brutus nie życzy sobie jadać wewnątrz w domu, a oczekuje michy na ganku, zupełnie nie wiem czemu, bo wcześniej jadał w mieszkaniu.
No i jak to najedzony pies, nie zjada od razu wszystkiego. Micha z resztkami stoi sobie przez jakiś czas na ganku, a pies wyleguje się w odległości około 5 metrów, albo odchodzi dalej, w sobie tylko wiadomym celu!.
I kot zaczął z tego korzystać i wyjadać te resztki.
No, to zaczęłam wkładać trochę więcej i nawet zostawiać miskę z wsadem na ganku, w czasie gdy pies był w domu.
No i kot zaczął się oswajać, na razie najbardziej ze mną, bo mnie z żarciem kojarzy. Ale przed mężem i Brutkiem też nie ucieka.
Ja robię coś na działce, a kot leży w odległości ode mnie ok. 2 metrów i nie ucieka. Staram się nie hałasować, gadam do niego, a on rozciągnięty i wyraźnie rozluźniony.
Jak sie go znienacka zaskoczy, to odbiega (odchodzi!) ze dwa, trzy metry i już. Nie panikuje, jak dawniej.
No to co? Mam kota!
Muszę zadzwonić do weta żeby podać mu jakieś odrobaczenie. Łapać nie będę, bo i po co!? Zresztą ja się kotów boje i nie dotykam. Ale takiego podwórzowego mogę mieć.
Co prawda to nie jest kot :kotek: , bo to dzikus!
Ale od początku!
Otóż w roku 2015 "ulęgły" się nam na działce, w zasiekach na mamuty dzikie kotki. Dopóki były ślepe matka trzymała je w tej ogromnej kupie chrustu, ale kiedy zaczęły widzieć i łazić, przeniosła je do naszej szopy na drewno opałowe. To były typowe dzikusy i prychały i uciekały jak tylko nas zobaczyły.
Potem matka je wyprowadziła do Pałacu i tam już zostały. Ale co jakiś czas jeden z tych kotów przychodził na naszą działkę, wygrzewał sie na słońcu, pił wodę. Ale uciekał, jak tylko pojawiliśmy się w zasięgu wzroku.
Ale od roku mamy Brutusa i myślałam, że przestanie przychodzić.
Ale nie, bywał nadal. Mąż zauważył, że sypia w szopie (jak zimno było) na kawałku wełny mineralnej (zrobił sobie wgłębienie i normalne legowisko) , ale nikomu to nie przeszkadza więc niech sobie sypia. Psa sie nie bał specjalnie, a mój pies nie należy do odważnych, a zwłaszcza zaczepnych, więc kota tylko z daleka obserwował.
A potem okazało się, że Brutus nie życzy sobie jadać wewnątrz w domu, a oczekuje michy na ganku, zupełnie nie wiem czemu, bo wcześniej jadał w mieszkaniu.
No i jak to najedzony pies, nie zjada od razu wszystkiego. Micha z resztkami stoi sobie przez jakiś czas na ganku, a pies wyleguje się w odległości około 5 metrów, albo odchodzi dalej, w sobie tylko wiadomym celu!.
I kot zaczął z tego korzystać i wyjadać te resztki.
No, to zaczęłam wkładać trochę więcej i nawet zostawiać miskę z wsadem na ganku, w czasie gdy pies był w domu.
No i kot zaczął się oswajać, na razie najbardziej ze mną, bo mnie z żarciem kojarzy. Ale przed mężem i Brutkiem też nie ucieka.
Ja robię coś na działce, a kot leży w odległości ode mnie ok. 2 metrów i nie ucieka. Staram się nie hałasować, gadam do niego, a on rozciągnięty i wyraźnie rozluźniony.
Jak sie go znienacka zaskoczy, to odbiega (odchodzi!) ze dwa, trzy metry i już. Nie panikuje, jak dawniej.
No to co? Mam kota!
Muszę zadzwonić do weta żeby podać mu jakieś odrobaczenie. Łapać nie będę, bo i po co!? Zresztą ja się kotów boje i nie dotykam. Ale takiego podwórzowego mogę mieć.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego dnia!
Margolcia
Margolcia
- edulkot
- Zadomowiony
- Posty: 12696
- Rejestracja: 10 mar 2017, 13:08
- Lokalizacja: Ruda Śląska
Re: Koty
Margolciu mogłabym napisać - kot jak kot, chadza swoimi ścieżkami i czasami te ludzkie ścieżki mu odpowiadają, ale wzruszyłam się na jego widok bo jest prawie identyczny jak mój Edul :kotek: dawno temu odszedł za TM ale ciągle mnie wzrusza jego wspomnienie 
"Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście,
W żar epoki użyczą wam chłodu, tylko drzewa, tylko liście." - J. Kofta
Majka
Zmiany wokół domku
W żar epoki użyczą wam chłodu, tylko drzewa, tylko liście." - J. Kofta
Majka
Zmiany wokół domku
- Barabella
- Administrator
- Posty: 17455
- Rejestracja: 08 mar 2017, 13:36
- Lokalizacja: Łódź
Re: Koty
Margolciu też panikowałam na widok kota
Zresztę, nadal mam duszę na ramieniu, jak dzikusy (wielkości x3 nasza kocica) przechadzają się po ogrodzie. Śliczny jest
To kiedy chrzciny? No przecież nie będzie bezimienny.....
Ja dziś znalazłam na porannym spacerze z aparatem takiego kwiatuszka..... Tyćka wyraźnie okupuje rabatkę Yogina. Szkoda tylko, że tyłkiem sadźca czekoladowego przygniata....
Ja dziś znalazłam na porannym spacerze z aparatem takiego kwiatuszka..... Tyćka wyraźnie okupuje rabatkę Yogina. Szkoda tylko, że tyłkiem sadźca czekoladowego przygniata....
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
- edulkot
- Zadomowiony
- Posty: 12696
- Rejestracja: 10 mar 2017, 13:08
- Lokalizacja: Ruda Śląska
Re: Koty
W końcu przyłapałam wylegiwacza różnych roślinek, tym razem wylegiwał wieczornik damski i ostróżki jednoroczne :2smiejsie:
Felicjan zwany Felkiem
Felicjan zwany Felkiem
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
"Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście,
W żar epoki użyczą wam chłodu, tylko drzewa, tylko liście." - J. Kofta
Majka
Zmiany wokół domku
W żar epoki użyczą wam chłodu, tylko drzewa, tylko liście." - J. Kofta
Majka
Zmiany wokół domku
- mariaewa
- Zadomowiony
- Posty: 10549
- Rejestracja: 21 mar 2017, 8:56
- Lokalizacja: DK 6
Re: Koty
Koka miała wczoraj pracowity dzień. Cięła wierzby. Sprawdzała czy gałęzie dobrze ułożone do przewiezienia i czy porządnie wygrabione pod pniami. Aż padła wieczorem na sweterku pani ułożonym w gniazdo. Bo w nocy jeszcze z tego parapetu pilnuje czy inne koty nie chodzą po podwórku.
Kto raz został obudzony jej wrzaskiem nigdy nie zaśnie spokojnie.
Kto raz został obudzony jej wrzaskiem nigdy nie zaśnie spokojnie.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
- Margolcia_K
- Zadomowiony
- Posty: 2613
- Rejestracja: 21 mar 2017, 8:08
- Lokalizacja: Puszcza Notecka nad Wartą
Re: Koty
No to mój Pan Kot, dla wtajemniczonych KiziaMizia (płeć męska jedynie domniemana) przestał byc kotem dzikim, żrącym co tylko do żarcia się nadaje, a przeistoczył się w "wybrednego podwórkowego kota domowego chodzącego własnymi drogami".
Wyprzystojniał, choć zdarza mu się przyjść brudasem i dopiero na ganku odbywa się sesja kosmetyczna.
Bardzo często spędza z nami na działce całe dnie. Nie da podejść do siebie bliżej niz na 0,5 metra, ale nikt nawet nie próbuje tej granicy przekroczyć. Ale ciągnie go do kontaktu z człowiekiem, bo jak chodzę po działce, to mam ze sobą dwa ogonki. Brutusa i KiziMizi. Nawet jak podlewam, to lezy bliziutko strumienia wody i muszę uważać, żeby go nie oblać.
Dziewzynki znające się, zajrzyjcie mu, proszę, pod ogonek
i powiedzcie czy to Pan Kot czy Pani Kotka? Mnie sie wydaje, że Pan, ale nie mam pewności.
Wyprzystojniał, choć zdarza mu się przyjść brudasem i dopiero na ganku odbywa się sesja kosmetyczna.
Bardzo często spędza z nami na działce całe dnie. Nie da podejść do siebie bliżej niz na 0,5 metra, ale nikt nawet nie próbuje tej granicy przekroczyć. Ale ciągnie go do kontaktu z człowiekiem, bo jak chodzę po działce, to mam ze sobą dwa ogonki. Brutusa i KiziMizi. Nawet jak podlewam, to lezy bliziutko strumienia wody i muszę uważać, żeby go nie oblać.
Dziewzynki znające się, zajrzyjcie mu, proszę, pod ogonek
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego dnia!
Margolcia
Margolcia
- edulkot
- Zadomowiony
- Posty: 12696
- Rejestracja: 10 mar 2017, 13:08
- Lokalizacja: Ruda Śląska
Re: Koty
Pewne na bank że to Pan Kot, nawet po wyrazie pyszczka, oczy byłam pewna że to jest On. Śliczny jest, bardzo podobny do moje Edula :kotek:
To mój kotecek Edel, niestety już za TM
To mój kotecek Edel, niestety już za TM
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
"Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście,
W żar epoki użyczą wam chłodu, tylko drzewa, tylko liście." - J. Kofta
Majka
Zmiany wokół domku
W żar epoki użyczą wam chłodu, tylko drzewa, tylko liście." - J. Kofta
Majka
Zmiany wokół domku
- survivor26
- Administrator
- Posty: 28775
- Rejestracja: 06 mar 2017, 9:20
- Lokalizacja: DLW
Re: Koty
Statystycznie też raczej facet, bo większość rudych to 'facety'
- Margolcia_K
- Zadomowiony
- Posty: 2613
- Rejestracja: 21 mar 2017, 8:08
- Lokalizacja: Puszcza Notecka nad Wartą
Re: Koty
Ba, problem z łapaniem jest taki, że ja się kotów boję, a bez dotykania się nie da! A w pułapkę nie chcę go łapać, bo straci zaufanie, o ile je ma!
Sądzę, że on się raczej nie rozmnaża, bo nie ma we wsi więcej rudych kotów.
On jest taki chyba wioskowy outsider, bo widzę, że schodzi z drogi innym kocurom. Zresztą jak pierwszy raz do nas przyszedł, to był silnie pobity. Powyrywane miał placki sierści, rany na głowie i ogólnie był mocno sponiewierany.
Nawet mu antybiotyk przez tydzień podawałam, bo bardzo kiepsko wyglądał.
U nas w ogóle takich kompletnie dzikich dzikusów jest niewiele, a może i wcale. W całej wsi mamy 18 zamieszkałych domów, w tym w sześciu są koty wysterylizowane, domowe, w czterech wychodzące, a w dwóch nie wychodzące. Są jeszcze ze dwa-trzy koty w pałacu, takie stajenne, zagrodowe łazęgi i myślę, że ten mój przyszedł właśnie z pałacu, bo inne go wygoniły.
I tam panuje taki duży bury kocur, który gania tego naszego i raz nawet Kizia sie schował za mnie, jak tamten go nękał. No, to teraz ja przeganiam z naszej działki tego burego, bo co mi ma Kizię atakować.
Sądzę, że on się raczej nie rozmnaża, bo nie ma we wsi więcej rudych kotów.
On jest taki chyba wioskowy outsider, bo widzę, że schodzi z drogi innym kocurom. Zresztą jak pierwszy raz do nas przyszedł, to był silnie pobity. Powyrywane miał placki sierści, rany na głowie i ogólnie był mocno sponiewierany.
Nawet mu antybiotyk przez tydzień podawałam, bo bardzo kiepsko wyglądał.
U nas w ogóle takich kompletnie dzikich dzikusów jest niewiele, a może i wcale. W całej wsi mamy 18 zamieszkałych domów, w tym w sześciu są koty wysterylizowane, domowe, w czterech wychodzące, a w dwóch nie wychodzące. Są jeszcze ze dwa-trzy koty w pałacu, takie stajenne, zagrodowe łazęgi i myślę, że ten mój przyszedł właśnie z pałacu, bo inne go wygoniły.
I tam panuje taki duży bury kocur, który gania tego naszego i raz nawet Kizia sie schował za mnie, jak tamten go nękał. No, to teraz ja przeganiam z naszej działki tego burego, bo co mi ma Kizię atakować.
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego dnia!
Margolcia
Margolcia
