Warunkiem jest oczywiście posiadanie zakwasu. Ja dostałam od kuzynki słoiczek zakwasu razem z przepisem.
Zrobiłam pierwszy wypiek, zostawiłam sobie zakwas na następny raz (przechowuję w lodówce w zamkniętym słoiku), pochwaliłam się kuzynce jak mi ładnie chlebki wyszły, a tu po południu telefon - masz jeszcze ten zakwas? Okazało się, że wyleciał Jej z rąk słoik i swój straciła, a na święta chciała jeszcze chleb piec, to by nie zdążyła nastawić nowego zakwasu. Oddałam darowany zakwas, kuzynka reaktywowała i znów mamy
To taka historia, a teraz przepis:
SKŁADNIKI:
3/4 litrowego lub 0,7 l słoika zakwasu
1/4 kostki drożdży, jak zakwas ładnie ruszy, to daję nawet mniej, żeby nie było czuć
mąka żytnia i zwykła (używam takiej z Lidla) może być w proporcjach:
60 dkg pszennej i 40 dkg żytniej, ostatnio robię 50/50
3 łyżeczki soli
3 szklanki po 200 ml ciepłej wody, jak więcej mąki żytniej to i więcej wody
1 szklanka słonecznika - ja robię tak, że ciasto bez ziaren, a potem jedna foremka bez dodatków, a dwie pozostałe ze słonecznikiem, dynią, siemieniem, czarnuszką, co mi tam w ręce wpadnie, bo tylko Najmłodszy nie lubi z ziarnami.
WYKONANIE:
Reaktywowany zakwas wlewamy do wymieszanej z solą mąki, drożdże rozpuszczamy w wodzie - ok 1/2 szklanki, pozostałą wodę wlewamy do masy. Dokładnie mieszamy, najlepiej drewnianą łyżki, zostawiamy na 1 godzinę, albo dłużej do wyrośnięcia. Później odkładam jedną część do wysmarowanej olejem foremki, a do reszty dosypuję ziarenka według uznania, nie można przesadzić, bo chleb się kruszy. Wychodzi na 3 keksówki o długości 26 cm, wypełniam je tak 1/3 foremki, potem jeszcze na ok. 1/2 godziny pozostawić w cieple.
Piec w temperaturze 200 stopni, góra-dół ok. 50 minut, przeważnie to wystarczy. Sprawdzić patyczkiem czy suche.
Po wyjęciu smaruję z góry wodą, potem wyciągam z foremek na ruszt z piekarnika żeby ostygły. Kroić jak ostygnie.
POLECAM!