Już kilka kilometrów przed parkiem widać, że jego założyciel wywarł wpływ na okolicę, a może też jest to skutek wyjątkowo ubogiej ziemi - to teren mocno zalesiony, stanowiący zachodni kraniec Borów Dolnośląskich, choć geograficznie należący do Dolnych Łużyc, a lasy rosną na piaseczku tak czystym jak na nadmorskiej plaży - bo we wszystkich ogrodach mijanych wiosek i miasteczek rosną gigantyczne rododendrony:
Sam park, został założony w XIX wieku przez lokalnego hrabiego, jak się domniemywa z powodu zdrowej rywalizacji z sąsiadem również hrabią, który wyszykował w Mużakowie najpiękniejszy wówczas ogród w okolice, i hrabia z Kromlau postanowił nie być gorszy
Powyżej bazaltowy most, który budowano przeszło 20 lat i stanowił główną atrakcję ogrodu - obecnie spuszczono wodę z zalewu i trwają prace konserwatorskie, więc efekt nie jest tak spektakularny, ale oryginalnie to założenie można obejrzeć np tutaj (plus wiele innych zdjęć, zdecydowanie ładniejszych od moich z parku)
Park wyjściowo był zakładany w stylu angielskim, ale bardziej nieformalnym, czyli spore łąki (niekoszone!) otoczone imponującym drzewostanem, w dużej części naturalnie spotykanym w okolicy, czyli buki, platany i dęby, ale zdarzają się też nasadzenia celowe tulipanowców, sekwoi i innych bardziej egzotycznych gatunków. Po takim czasie drzewa dorosły do wysokości kilkunastu metrów, pomiędzy nimi wyrosły równie potężne samosiejki i aktualnie park bardziej przypomina las:
W roślinność całkiem gustownie wkomponowane są budynki oraz rzeźby w stylu antycznym:
Niemniej, jak nazwa wskazuje, największą atrakcją są rododendrony i azalie, jest ich tam zatrzęsienie, na zdjęciach z większej perspektywy widać, że stanowią praktycznie wyłączną średnią i niską warstwę lasu:
Przy czym 'niższa' to eufemizm, bo najmniejsze egzemplarze ze starych nasadzeń mają dobrze ponad dwa metry, a największe myślę, że spokojnie po 5 i więcej wzdłuż i wszerz. O tym jak gęsty i wysoki jest to busz dobrze świadczy zdjęcie ze środka:
Na zdjęciu widać, że pielęgnacja wobec takiego ogromu częściowo polega na wycince takiej, jak my karczujemy niechciane krzaki, co przy posiadaniu dwóch wychuchanych egzemplarzy wysokości 50 cm, jak u mnie, może szokować, ale tam naprawdę nie robi różnicy
Niestety w tym roku kwitnienia (oprócz gigantycznych połaci żółtych azalii o oszałamiającym zapachu) zapowiadają się bardzo skąpo, obejrzałam z bliska krzewy i wygląda, że przymrozki im nie posłużyły, bo multum pąków kwiatowych przekształciły się w liściowe, praktycznie kwitnie tylko kilka odmian, mimo to, jak już kwitną to z przytupem
Ale całość i tak warta zobaczenia