Dynie jadalne
-
Keetee
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Przeglądam dziś stare zdjęcia i znalazłam fotki mojej pierwszej dyni-samosiejki.
Domy w tle to nie nasze.
U nas na razie tylko taki domek. Te liście za nim to cukinia. A małe krzaczki obok to leszczyna, dziś już duża.
U nas na razie tylko taki domek. Te liście za nim to cukinia. A małe krzaczki obok to leszczyna, dziś już duża.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Dynia story c.d.
Dziś przedstawię drugą moją ulubioną dynię: Piena Lunga di Napoli. Dynia duża, podłużna, o zielonej skórce, gdzieniegdzie ma jaśniejsze plamy. Wygląda jak ogromny kabaczek. Trudno ją spotkać w sklepach ale bywa czasami na dobrych bazarach. Ludzie przeważnie kupują ją w plastrach, nie na sztuki, bo jest duża. W środku piękny soczysty pomarańczowy miąższ, smaczny na surowo, troszeczkę przypomina melona. Jem ją na surowo, jak marchewkę, ścieram do sałatek, idealna jest na soki, dobra na zupę, robię z niej małooctową-cynamonową marynatę (kosteczki nie rozpadają się podczas pasteryzacji). We Włoszech w restauracji jadłam w postaci pieczonych plastrów. posypanych solą, ziołami i pokropionych oliwą. Bez problemu można ją pokroić (nie ma twardej skóry). Przystępując do rozbrajania tej neapolitanki, mam już z góry plan, jak ją zagospodarować w ciągu 2-3 dni, bo tego dobra jest dużo. Zwykle powiadamiam zaprzyjaźnionego sąsiada z drugiego bloku, który biegiem przylatuje i zabiera połowę (tak lubi tę dynię, że próbował ją hodować na balkonie, ale nic z tego nie wyszło, za duża jest i zbyt żarłoczna na balkon).
Dziś przedstawię drugą moją ulubioną dynię: Piena Lunga di Napoli. Dynia duża, podłużna, o zielonej skórce, gdzieniegdzie ma jaśniejsze plamy. Wygląda jak ogromny kabaczek. Trudno ją spotkać w sklepach ale bywa czasami na dobrych bazarach. Ludzie przeważnie kupują ją w plastrach, nie na sztuki, bo jest duża. W środku piękny soczysty pomarańczowy miąższ, smaczny na surowo, troszeczkę przypomina melona. Jem ją na surowo, jak marchewkę, ścieram do sałatek, idealna jest na soki, dobra na zupę, robię z niej małooctową-cynamonową marynatę (kosteczki nie rozpadają się podczas pasteryzacji). We Włoszech w restauracji jadłam w postaci pieczonych plastrów. posypanych solą, ziołami i pokropionych oliwą. Bez problemu można ją pokroić (nie ma twardej skóry). Przystępując do rozbrajania tej neapolitanki, mam już z góry plan, jak ją zagospodarować w ciągu 2-3 dni, bo tego dobra jest dużo. Zwykle powiadamiam zaprzyjaźnionego sąsiada z drugiego bloku, który biegiem przylatuje i zabiera połowę (tak lubi tę dynię, że próbował ją hodować na balkonie, ale nic z tego nie wyszło, za duża jest i zbyt żarłoczna na balkon).
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Kolejna ulubiona dyńka to Hokkaido (Red Kuri). Chyba wszyscy znają, więc nie będę się rozpisywać. Mała, pomarańczowa, poręczna. Na zupę, na puree, do ciast, kopytek, zapiekanek. Można ją piec, faszerować, pieczone frytki z niej robić. Fajna dyńka, skórka po upieczeniu jest miękka i można ją zjadać. Dość wczesna, już latem można się zajadać.
Mimo, że nieduża, to potrafi wędrować parę metrów, wystarczy kilka dni nieobecności na działce, a potrafi uciec w niepożądanym kierunku (to informacja dla tych, którzy jeszcze jej nie mieli w swoim ogródku), o tak, jak na tym zdjęciu. Poręczne są również Butternuty Waltham, najczęściej widywane dynie w marketach (oprócz Hokkaido). Nieduże, beżowe "gruszki", w środku żółtopomarańczowy miąższ, pestek malutko, tylko w jednym końcu. Dyńka późniejsza niż Hokkaido, ale można ją jeść (upieczoną) jeszcze niedojrzałą. Farszu niewiele tam wejdzie, ale ja uwielbiam ten "masełkowaty" miąższ. Ciekawa jest również zupa z dodatkiem jabłek.
Na zdjęciu w poprzednim poście widać jeszcze inną odmianę, rzadziej spotykaną, Butternut Sonca Orange, są dłuższe i mają ciemniejszy miąższ. To te długie żółto-beżowe "butelki". Jeszcze smaczniejsze od Walthamów.
Mimo, że nieduża, to potrafi wędrować parę metrów, wystarczy kilka dni nieobecności na działce, a potrafi uciec w niepożądanym kierunku (to informacja dla tych, którzy jeszcze jej nie mieli w swoim ogródku), o tak, jak na tym zdjęciu. Poręczne są również Butternuty Waltham, najczęściej widywane dynie w marketach (oprócz Hokkaido). Nieduże, beżowe "gruszki", w środku żółtopomarańczowy miąższ, pestek malutko, tylko w jednym końcu. Dyńka późniejsza niż Hokkaido, ale można ją jeść (upieczoną) jeszcze niedojrzałą. Farszu niewiele tam wejdzie, ale ja uwielbiam ten "masełkowaty" miąższ. Ciekawa jest również zupa z dodatkiem jabłek.
Na zdjęciu w poprzednim poście widać jeszcze inną odmianę, rzadziej spotykaną, Butternut Sonca Orange, są dłuższe i mają ciemniejszy miąższ. To te długie żółto-beżowe "butelki". Jeszcze smaczniejsze od Walthamów.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Jeden z moich Butternutów.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
-
mama101
Re: Dynie jadalne
Nasionka zakupione. Obowiązkowo dynia Piżmowa a dodatkowo Hokkaido Orange i Uchiki Kuri.
Coś mi się zdaje że te dwie ostatnie są bardzo podobne.
Jeszcze dynia ozdobna.
Coś mi się zdaje że te dwie ostatnie są bardzo podobne.
Jeszcze dynia ozdobna.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Te dwie ostatnie to jest to samo.
Uchiki Kuri to japońska pomarańczowa dynia typu Hokkaido. U nas przyjęła się nazwa Hokkaido. Spotykana w handlu również pod nazwą Hokkaido Orange lub Hokkaido Orange Summer. Anglicy nazywają ją Red Curi, w odróżnieniu od Blue Curi (niebieskiej Hokkaido, którą też czasami można u nas spotkać).
Podobna w wyglądzie jest francuska dynia Potimarron.
No i mamy jeszcze polskiego mieszańca - Justynkę (F 1). Podobnie wygląda, trochę większa od Uchiki Kuri, ma grubszy miąższ i nie rozrasta się tak bardzo.
Zaczynałam od Potimarrona, potem miałam Justynkę,teraz Hokkaido, większej różnicy w smaku nie widzę. Ostatnie 2 lata mam tylko Hokkaido, bo tylko takie nasionka mi zostały.
Uchiki Kuri to japońska pomarańczowa dynia typu Hokkaido. U nas przyjęła się nazwa Hokkaido. Spotykana w handlu również pod nazwą Hokkaido Orange lub Hokkaido Orange Summer. Anglicy nazywają ją Red Curi, w odróżnieniu od Blue Curi (niebieskiej Hokkaido, którą też czasami można u nas spotkać).
Podobna w wyglądzie jest francuska dynia Potimarron.
No i mamy jeszcze polskiego mieszańca - Justynkę (F 1). Podobnie wygląda, trochę większa od Uchiki Kuri, ma grubszy miąższ i nie rozrasta się tak bardzo.
Zaczynałam od Potimarrona, potem miałam Justynkę,teraz Hokkaido, większej różnicy w smaku nie widzę. Ostatnie 2 lata mam tylko Hokkaido, bo tylko takie nasionka mi zostały.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Dynie piżmowe to przede wszystkim butternuty. Jest ich kilkanaście rodzajów (cieńsze, grubsze, krótkie, długie). W naszych marketach spotykany jest głównie Butternut Waltham, ale nigdy nie widziałam, żeby sprzedawany był pod taką nazwą. Przeważnie wisi etykietka "dynia piżmowa".
Mama101, prawdopodobnie zakupiłaś nasiona takiego butternuta. Będziesz bardzo zadowolona.
Dynią piżmową jest smaczna dynia Tromba d'Albenga, przypominająca kształtem trąbę. Miałam ją w ub.r., ale zdjęcia nie mam. W ogóle nie mam zdjęć z ub.r., bo ciągle lało i lało, zła byłam, bo co z tego, że dynie rosły, skoro słabo dojrzewały. Potem groziły przymrozki, musiałam szybko zrywać, nie wygrzały się po zerwaniu na słoneczku i nie utwardziły skórki, co skutkowało tym, że wiele zaczęło się szybko psuć.
Do dyń piżmowych należy też, pokazywana przez Justynkę paputowy dom, Black Futsu.
No i Muscat de Provence (muskat prowansalski, dynia muszkatołowa), reklamowana jako "najbardziej poszukiwana przez kucharzy w najlepszych europejskich restauracjach". Skoro taka poszukiwana, to zapragnęłam ją mieć. Miałam przez 2 lata, to ta na zdjęciu z poprzedniej strony "lunga2", w prawym górnym rogu. Okrągła, żebrowana, lekko spłaszczona. Dynia późna, długo jest ciemnozielona, potem zaczyna się przebarwiać, ale na działce już nie zdąży. Dopiero gdy poleży w domu to nabiera ceglastego koloru.W ub.r. zrywałam niedojrzałą, nie zdążyła zacząć zmiany koloru na działce. Miąższ mocno pomarańczowy, wodnisty, nadaje się na zupę.
Mnie ta dynia nie wprawiła w zachwyt, nie będę jej już uprawiać. Wolę bardziej uniwersalne dynie. Nawet w zupie nie daje się tak gładko rozmiksować jak Hokkaido czy Cinderella, a ja lubię aksamitny gęsty krem.
Ale są osoby, które przepadają za tą dynią.
Mama101, prawdopodobnie zakupiłaś nasiona takiego butternuta. Będziesz bardzo zadowolona.
Dynią piżmową jest smaczna dynia Tromba d'Albenga, przypominająca kształtem trąbę. Miałam ją w ub.r., ale zdjęcia nie mam. W ogóle nie mam zdjęć z ub.r., bo ciągle lało i lało, zła byłam, bo co z tego, że dynie rosły, skoro słabo dojrzewały. Potem groziły przymrozki, musiałam szybko zrywać, nie wygrzały się po zerwaniu na słoneczku i nie utwardziły skórki, co skutkowało tym, że wiele zaczęło się szybko psuć.
Do dyń piżmowych należy też, pokazywana przez Justynkę paputowy dom, Black Futsu.
No i Muscat de Provence (muskat prowansalski, dynia muszkatołowa), reklamowana jako "najbardziej poszukiwana przez kucharzy w najlepszych europejskich restauracjach". Skoro taka poszukiwana, to zapragnęłam ją mieć. Miałam przez 2 lata, to ta na zdjęciu z poprzedniej strony "lunga2", w prawym górnym rogu. Okrągła, żebrowana, lekko spłaszczona. Dynia późna, długo jest ciemnozielona, potem zaczyna się przebarwiać, ale na działce już nie zdąży. Dopiero gdy poleży w domu to nabiera ceglastego koloru.W ub.r. zrywałam niedojrzałą, nie zdążyła zacząć zmiany koloru na działce. Miąższ mocno pomarańczowy, wodnisty, nadaje się na zupę.
Mnie ta dynia nie wprawiła w zachwyt, nie będę jej już uprawiać. Wolę bardziej uniwersalne dynie. Nawet w zupie nie daje się tak gładko rozmiksować jak Hokkaido czy Cinderella, a ja lubię aksamitny gęsty krem.
Ale są osoby, które przepadają za tą dynią.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Kilka słów o dyniach masłowych.Dostałam w ub.r. 2 nasionka Buttercup Burgess i 4 nasionka Australian Butter (oryginalne nasionka). Pierwsza miała być w kolorze ciemnej zieleni, druga pomarańczowa. Pierwsza mi w ogóle nie wzeszła, a dwa posiane nasionka drugiej wykiełkowały, jednak już na polu coś podgryzło sadzonkę. Dojrzało mi dwa dorodne owoce, z których jeden wyłudził znajomy. Dyńka bardzo ładna, jasnopomarańczowa, lekko żebrowana, taka jakby kanciasta, nie okrągła. Nie marnowałam jej, oczywiście, na żadne zupy, tylko zjedliśmy upieczoną + sól, oliwka, zioła. Była taka jak zachwalają: pyszne mięciutkie masełko. To najsmaczniejsza dynia jaką jadłam.
Ale uwaga: Australian Butter (i inne masłowe) to Cucurbita maxima, więc jeśli w pobliżu rośnie np. Hokkaido, to raczej nie radzę pozyskiwania nasionek, skrzyżuje się. Hokkaido to może nie zaszkodzi, ale masłowej tak. Kundelek australijki straci swój najcenniejszy walor, tj. masłowość. Wiem z doświadczenia, bo rok wcześniej dostałam od koleżanki nasionka z tzw. wolnego zapylenia.
Ale uwaga: Australian Butter (i inne masłowe) to Cucurbita maxima, więc jeśli w pobliżu rośnie np. Hokkaido, to raczej nie radzę pozyskiwania nasionek, skrzyżuje się. Hokkaido to może nie zaszkodzi, ale masłowej tak. Kundelek australijki straci swój najcenniejszy walor, tj. masłowość. Wiem z doświadczenia, bo rok wcześniej dostałam od koleżanki nasionka z tzw. wolnego zapylenia.
-
Keetee
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Miło mi, że ktoś to czyta. Wrócę do wątku, tylko najpierw poczytam, co nowego na forum.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Bardzo ciekawymi dyniami są dynie makaronowe. Wypróbowałam Warszawską i Pyzę. Niewiele się od siebie różnią. Żółte, owalne, nieduże (1-1,5 kg), miąższ żółty. Zmieszczą się na każdej działce, bo nie płożą się kilometrami, są takie półkrzaczaste. Plenne, wydają po kilka owoców. Po ugotowaniu lub upieczeniu wyskrobujemy z nich takie makaronowe nitki. Dynię tę trzeba przyprawić, bo sama w sobie nie ma właściwie żadnego smaku. Ja zwykle przecinam wzdłuż na pół, wydłubuję łyżką pestki i włókna, sól, pieprz, jakieś zioła, czasem zmiażdżony czosnek, owijam w folię aluminiową i piekę ok.1,5 godziny w 160 st. Potem wyskrobuję "makaron" i podaję jak prawdziwy makaron, np. z sosem pomidorowym. Gdy robię faszerowaną to wyjmuję po godzinie, napełniam farszem i piekę jeszcze pół godz., 45 min. (zależy od farszu), już bez folii. Je się prosto z tej "miseczki", wyskrobując stopniowo widelcem makaron. Polecam!!!
Na zdjęciu poniżej makaronówka to ta żółta powyżej "kremowego ogórka w zielone paski". "Kremowy ogórek w zielone paski" to Delicata. Białokremowy miąższ, dynia nadaje się do faszerowania. Nie zachwyciła mnie.
Krzyżówka dyni makaronowej z Delicatą, to Stripetti. Podobno też makaronowa, ale nie miałam tej dyni.
Te białe i kremowe "żołędzie" to White Acorn. Miałam również zielonego acorna, Jet. W zachwyt mnie nie wprawiły. Miąższ biało-kremowy (Jet lekko pomarańczowy), do faszerowania, na frytki.
Duże zielone w żółte pasy to bezłupinowe, Olga I Junona. Sporo zielonych smacznych pestek bez łupinek, miąższ biały bez smaku. Zużywam go do placków, a czasem robię "bakalie" (usmażone w syropie kosteczki, potem podsuszone).
Na zdjęciu poniżej makaronówka to ta żółta powyżej "kremowego ogórka w zielone paski". "Kremowy ogórek w zielone paski" to Delicata. Białokremowy miąższ, dynia nadaje się do faszerowania. Nie zachwyciła mnie.
Krzyżówka dyni makaronowej z Delicatą, to Stripetti. Podobno też makaronowa, ale nie miałam tej dyni.
Te białe i kremowe "żołędzie" to White Acorn. Miałam również zielonego acorna, Jet. W zachwyt mnie nie wprawiły. Miąższ biało-kremowy (Jet lekko pomarańczowy), do faszerowania, na frytki.
Duże zielone w żółte pasy to bezłupinowe, Olga I Junona. Sporo zielonych smacznych pestek bez łupinek, miąższ biały bez smaku. Zużywam go do placków, a czasem robię "bakalie" (usmażone w syropie kosteczki, potem podsuszone).
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
I jeszcze, żeby zakończyć:
Dlaczego warto hodować dynie? Żeby je jeść, oczywiście. Własne zdrowe dynie, nie podsypywane żadnymi sztucznymi "podpędzaczami", nie pryskane żadną chemią anty-mączniakową (hodujemy je dla zdrowych owoców, a nie dla ładnych liści bez mączniaka).
Dlaczego warto jeść dynie? Bo są kopalnią minerałów, witamin, beta-karotenu...itd. Masa artykułów na ten temat krąży w necie, więc nie będę się powtarzać. Bardzo pozytywnie działają na panów w pewnym wieku (nie tylko pestki dyniowe i olej dyniowy).
Dla mnie szczególnie ważne jest, że:
- dynie obniżają poziom złego cholesterolu
- regulują poziom ciśnienia tętniczego
- zmniejszają ryzyko zwyrodnienia plamki żółtej, zapobiegają zaćmie
- i - mimo że takie grubiutkie, okrąglutkie i puszyste - to zawierają bardzo mało kalorii!
A jeśli czasem nachodzi nas chętka na owoc zakazany, to spróbujcie polać pucharek lodów łyżeczką oleju dyniowego. Będzie bardzo kalorycznie (ale jakie to super-pyszne!).
Dlaczego warto hodować dynie? Żeby je jeść, oczywiście. Własne zdrowe dynie, nie podsypywane żadnymi sztucznymi "podpędzaczami", nie pryskane żadną chemią anty-mączniakową (hodujemy je dla zdrowych owoców, a nie dla ładnych liści bez mączniaka).
Dlaczego warto jeść dynie? Bo są kopalnią minerałów, witamin, beta-karotenu...itd. Masa artykułów na ten temat krąży w necie, więc nie będę się powtarzać. Bardzo pozytywnie działają na panów w pewnym wieku (nie tylko pestki dyniowe i olej dyniowy).
Dla mnie szczególnie ważne jest, że:
- dynie obniżają poziom złego cholesterolu
- regulują poziom ciśnienia tętniczego
- zmniejszają ryzyko zwyrodnienia plamki żółtej, zapobiegają zaćmie
- i - mimo że takie grubiutkie, okrąglutkie i puszyste - to zawierają bardzo mało kalorii!
A jeśli czasem nachodzi nas chętka na owoc zakazany, to spróbujcie polać pucharek lodów łyżeczką oleju dyniowego. Będzie bardzo kalorycznie (ale jakie to super-pyszne!).
-
Keetee
Re: Dynie jadalne
Ewa czy Ty odradzasz kupowanie dyniek z wolnego zapylenia?
Mogą rozumiem decydującą różnić się smakiem. ...
Mogą rozumiem decydującą różnić się smakiem. ...
-
ewa1951
Re: Dynie jadalne
Keetee, dynie krzyżują się w ramach jednego gatunku, pepo nie skrzyżuje się z maximą czy piżmową i odwrotnie. Jeśli rośnie tylko jedna odmiana dyni z danego gatunku, to raczej nie ma się z czym skrzyżować i takie ziarenko z wolnego zapylenia zawiera cechy rodzica. Gdy rośnie ich kilka, to pozyskiwanie ziarenek wolnozapylonych jest już loterią, może się trafić owoc zapylony pyłkiem z takiej samej odmiany albo owoc zapylony pyłkiem innej i wtedy wyrośnie tzw. kundelek. Kundelki mogą mieć inny kształt i smak. Nie znaczy to, że są niesmaczne. Miałam kundelki i były bardzo dobre.
Ale gdy komuś zależy na dokładnym powtórzeniu cech rodzica, to zalecam wysiewanie pestek oryginalnych, bo nigdy nie wiadomo z kim "puściła" się dynia-dawczyni pestek. Miałam kiedyś nasionka Australian Butter z tzw. WZ. Wyrósł kundelek, bledszy w kolorze, inny w kształcie (wyszedł mi taki "dzwon") i taki sobie w smaku. A przecież dynie masłowe hodujemy dla ich niepowtarzalnego "maślanego" smaku. Kundelek poszedł na zupę.
Innym przykładem była pestka Pieny Lungi z WZ. Wyrósł owalny kundelek, jakieś 2 kg, niby miał taką samą zieloną skórkę, ale błyszczącą, a miąższ był dużo jaśniejszy i smak inny. To nie było to, na czym mi zależało.
Z nasionek z WZ dyni bezłupinowej wyrosły mi dorodne dynie, o wadze, kształcie i kolorze bezłupinowych, ale nasionka w środku to były normalne białe pestki, a nie zielone bezłupinowe. A w końcu, przy tych dyniach chodzi o pestki, a nie miąższ. Podobnie makaronowa, gdy skrzyżuje się z cukinią (obydwie pepo), może utracić swą pożądaną cechę, czyli "makaronowość".
Dlatego nie zbieram nasionek ze swoich dyń (ani cukinii czy arbuzów), tylko kupuję oryginalne. Nie mam czasu i warunków, by bawić się w tzw. kontrolowane zapylanie.
Ale gdy komuś zależy na dokładnym powtórzeniu cech rodzica, to zalecam wysiewanie pestek oryginalnych, bo nigdy nie wiadomo z kim "puściła" się dynia-dawczyni pestek. Miałam kiedyś nasionka Australian Butter z tzw. WZ. Wyrósł kundelek, bledszy w kolorze, inny w kształcie (wyszedł mi taki "dzwon") i taki sobie w smaku. A przecież dynie masłowe hodujemy dla ich niepowtarzalnego "maślanego" smaku. Kundelek poszedł na zupę.
Innym przykładem była pestka Pieny Lungi z WZ. Wyrósł owalny kundelek, jakieś 2 kg, niby miał taką samą zieloną skórkę, ale błyszczącą, a miąższ był dużo jaśniejszy i smak inny. To nie było to, na czym mi zależało.
Z nasionek z WZ dyni bezłupinowej wyrosły mi dorodne dynie, o wadze, kształcie i kolorze bezłupinowych, ale nasionka w środku to były normalne białe pestki, a nie zielone bezłupinowe. A w końcu, przy tych dyniach chodzi o pestki, a nie miąższ. Podobnie makaronowa, gdy skrzyżuje się z cukinią (obydwie pepo), może utracić swą pożądaną cechę, czyli "makaronowość".
Dlatego nie zbieram nasionek ze swoich dyń (ani cukinii czy arbuzów), tylko kupuję oryginalne. Nie mam czasu i warunków, by bawić się w tzw. kontrolowane zapylanie.