Idziemy zebrać agrest z krzaczka. Oddzielamy czerwony od białego, bo smak zupełnie inny. Wygrywa czerwony.
Myjemy i obierając, nacinamy każdy owoc. Zalewamy sprytem w ilości dowolnej, ale minimum to 3cm nad owocami. Chowamy w ciemne miejsce na 2-3 miesiące, przypominając sobie raz na tydzień, by potrząsnąć słoikiem. Po tym czasie zlewamy do butelek, a owoce zostają zasypane cukrem w dowolnej ilości. Na fotce poniżej z lewej agrestówka biała, a z prawej agrestówka czerwona. Słoje zostawiam w widocznym, podręcznym miejscu, by potrząsać raz dziennie. Można troszkę zgnieść owoce.
Gdy cukier całkiem się rozpuści (tak około miesiąca) i mamy dużo wolnego czasu, zaczynamy zlewanie i filtrację. Używam do tego wacików kosmetycznych. Filtruję około 6-8 razy. Na fotce poniżej produkcja z białego agrestu: w lewej butelce zlany spirytus z owoców, a z prawej przefiltrowany sok. Różnica wielka. Ponieważ robię nalewki z czystego spirytusu, to lekko płuczę owoce z cukru w przegotowanej odrobinie wody i dolewam do butelki filtrowanej. Szkoda procentów i smaku.
Gdy już przejrzystość prawej butelki jest zadawalająca, łączę obie mikstury i rozlewam ponownie do butelek, a których zapominam na 2-3 miesiące, chowając je głęboko.
Owoce konsumujemy przez kilka dni...... pyszne