Olej, mąka do smażenia.
Na zalewę jak na każdą wedle uznania
ocet, woda w ulubionych proporcjach, najlepiej 1:5 czyli szklanka octu na 5 szklanek wody. Ocet oczywiście 10%.
5 łyżek cukru.
1,5-2 łyżki soli
pieprz, ziele angielskie, listek laurowy, cebula pokrojona w talarki lub piórka.
Rybę pozbawiamy dużych ości, malutkie rozpuszczą się w zalewie .
Smażymy na chrupko bo to panierka utrzyma mięso w całości gdy ostki się rozpuszczą i nie będą trzymać w apetycznej postaci.
Rybę osączamy z tłuszczu na sicie lub papierowym ręczniku.
Układamy w słojach.
Zalewę chwilę gotujemy i gorącą zalewamy rybę. Słoje dokręcamy dokładnie.
Ja nie pasteryzowałam nigdy.
Potem w chłodek na 2-3 dni.
Ryby o chudym mięsie pozostają w płynnej, przezroczystej zalewie. Choć będzie zabarwiona od koloru przysmażonej panierki na lekko brązowy, apetyczny kolor.
Te tłuste jak karp, lin, węgorz, łosoś mogą spowodować utworzenie galarety. Ale to norma. Miesiąc można spokojnie w chłodnym i ciemnym pomieszczeniu przechować.
Jeśli robimy na od razu i nie mamy zamiaru tak długo przechowywać po prostu po 2-3 dniach zjadamy.
Ryba w occie bez smażenia.
Dowolną ilość filetów tniemy na dowolną wielkość i zalewamy identyczną zalewą ale po całkowitym jej ostygnięciu. Szczelnie zamykamy i tu nie przechowujemy tak długo a po 1-2 dniach przeznaczonych na macerację i przejście przyprawami zjadamy.
Jeśli to filety ze śledzia, moczymy przed zalaniem zalewą 1-2 godziny w wodzie. Jeśli bardzo słone, wodę trzeba dwukrotnie wymienić.
Nigdy nie dodaję marchewki do potraw kwaśnych lub z octem. Moim zdaniem psuje smak.