Mesiu, ale ja właśnie nie jadałam i nie jadam tych kupowanych. Po prostu mało jem tzw. gotowanego. Bo, to co jada mój małż, mnie nie pasuje. Owszem nieraz cos tam zjem z tego co on jada, ale rzadko. Raczej jadam "na sucho", a z gotowanych to kleiki, kasze, płatki i jakieś jarzynki. No, bo parówki na gorąco, czy jajko na miękko, to raczej nie jest "spyża gotowana".
Zresztą ja nie mam wielkich potrzeb kulinarnych. Lubię smaczne rzeczy, ale jak nie ma to zjem cokolwiek.
Oj,
Jolu, ja bym umarła po takich zupach. W ciężkich męczarniach.
